Macedonia – polecane mieszkania i dlaczego warto organizować pobyty długoterminowe z Airbnb

Decydując się na konkretną formę wypoczynku, każdy z nas kieruje się innymi wartościami i to właśnie od nich zależy, czy wybierzemy hotel, kemping, schronisko, kapsuły czy jeszcze coś innego. Dla nas w przypadku ponad miesięcznego wyjazdu liczyła się przede wszystkim stosunkowa dobra jakość zakwaterowania w odniesieniu do ceny. Chcieliśmy, żeby czas spędzony w Macedonii kosztował nas mniej więcej tyle, ile wydalibyśmy w Polsce i pod względem mieszkania udało się to bez problemu. Zdecydowaliśmy się na Airbnb, dokładnie jak rok temu, i z tej usługi skorzystaliśmy aż trzy razy podczas pobytu. W czym przodowała nad innymi opcjami? Jakie korzyści przynosi pobyt długoterminowy organizowany w ten sposób? Ile to właściwie wyniosło? O tym i nie tylko będzie właśnie ten wpis. Zapraszam na:

INFORMACJE OGÓLNE

Pierwszy najem podczas wyjazdu przypadł na Warszawę, jako że nie mieszkamy w stolicy, a lot mieliśmy o 10.00 rano. Zdecydowaliśmy się na nocleg, żeby następnego dnia zjeść po ludzku śniadanie i bez pośpiechu przejść odprawę na lotnisku. Dodatkowym argumentem był brak sensownych połączeń kolejowych o wczesnorannych godzinach. Zarywalibyśmy noc, a na miejscu bylibyśmy albo za późno, albo o wiele za wcześnie. Do tego dochodziła obawa przed spóźnieniami PKP, które, jak wiemy, do rzadkich nie należą (zabawne, bo ten fragment piszę w pociągu opóźnionym o 80 minut). Jak się okazało – bardzo słusznie! Do stolicy dojeżdżaliśmy z przesiadką, bo ze względu na ograniczoną restrykcjami ilość miejsc w pociągu nie mogliśmy kupić biletu na inne połączenie. To była akurat nasza wina, bo w tygodniu poprzedzającym wyjazd działo się tyle, że nie mieliśmy chwili, żeby dokonać wcześniejszej rezerwacji. W każdym razie kupiliśmy takie bilety, żeby na pewno na tę przesiadkę zdążyć – mieliśmy ok. 40 minut czasu wolnego. W momencie jednak, kiedy weszliśmy na peron, ujrzeliśmy to:

Tego dnia większość pociągów jechała spóźniona – większość, ale nie nasz przesiadkowy, więc już przed rozpoczęciem podróży wiedzieliśmy, że na niego nie zdążymy. Zgłosiliśmy się do konduktora i na szczęście pociąg do Warszawy zaczekał na nas kilka minut, a biegliśmy do niego z tak wyładowaną torbą, że stanowiło to niemałe wyzwanie. Wspominam tę wyprawę jednak z dużą dozą radości. Natrafiliśmy w przedziale na dwójkę przesympatycznych ludzi – Andrzeja i Tatianę. Nie podróżowali razem, nas wszystkich dzieliła pewna różnica wieku, a mimo tego wywiązał się dialog i cała czwórka mówiła o… podróżach! Rozmowa kleiła się na tyle dobrze, że nie odczuliśmy, jak szybko upłynął czas. Mam nadzieję, że jeśli to czytacie, macie podobne zdanie. 😉

POKÓJ BLISKO LOTNISKA W WARSZAWIE – CENA, JAKOŚĆ

W końcu około godz. 23.00 dotarliśmy do mieszkania, które idealnie spełniało nasze oczekiwania. Miało wystarczyć na niecałe pół dnia, zapewniać miejsce do wygodnego odpoczynku i być czyste, no bo czego innego oczekiwać po miejscu, w którym pozostaje się tak krótko? Wynajem przez Airbnb sprawdził się lepiej niż np. Booking zwłaszcza pod względem cen. Poza sezonem za wybrane mieszkanie (w zasadzie bardziej pokój) zapłaciliśmy 69 zł za naszą dwójkę. Teraz cena wzrosła powyżej 100 zł, ale wtedy to była świetna okazja jak na stolicę. Pokoik malutki, ale mogły w nim spać aż trzy osoby – łóżka składały się do góry tak, że były zamykane w szafie; jedno dwuosobowe i jedna jedynka. Miejsca nie mieliśmy zbyt wiele, ale też w zasadzie po co? Dostaliśmy nawet filiżanki i herbatę do śniadania, co jak na tak tymczasowe miejsce do spania było naprawdę fajnym gestem ze strony właścicielki Agnieszki. Forma zakwaterowania też bardzo wygodna, bo każdy melduje się sam. W korytarzu na ścianie zawieszone jest kilka sejfów z kluczami, dostajemy kod i odbieramy swój. Dzięki temu pora naszego wejścia i wyjścia nie była dla nikogo utrapieniem. Z okien rozciąga się widok na miasto, widać też startujące samoloty. Śpi się przy szybie, więc po ciemku te wszystkie światła wyglądają nawet ładnie. W mieszkaniu jest ogólnodostępna kuchnia, ale nie korzystaliśmy z niej, także w kwestii wyposażenia i standardu się nie wypowiem. Informacje takie jak mapka, adres, kody itd. dostaliśmy już wcześniej.  Polecamy to miejsce właśnie na takie chwilowe przystanki przed lotem. Tutaj link dla zainteresowanych oraz zdjęcia zamieszczone przez hosta: https://www.airbnb.pl/rooms/24423472?source_impression_id=p3_1624288840_WXUf76jq9i1vkqFE

SKOPJE CZY OCHRYDA?

Drugi wynajem pochłonął więcej naszej energii i czasu. Mieliśmy dylemat, gdzie spędzić większość wyjazdu – w Skopje czy w Ochrydzie. Skopje zachęcało nas dobrym dojazdem właściwie w każdy kąt Macedonii. Ochryda z kolei leży nad samym jeziorem. Skopje jest gorętsze ze względu na wszechobecny beton, a my lubimy ciepło. W Ochrydzie występują wahania pogody, jest chłodniej, ale widoki ośnieżonych gór i ludzi wylegujących się na plażach wydawały się wspaniałe. Ostatecznie więc wybraliśmy Ochrydę i postawiliśmy na relaks po pracy, kiedy już nie będziemy mogli zwiedzać i oddamy wypożyczone auto. I wiecie, co Wam powiem? W Ochrydzie spędziliśmy ponad 4 tygodnie i autentycznie nie mogłam powstrzymać się od płaczu, wracając stamtąd. A ze Skopje…? Już troszkę na ten powrót czekaliśmy, bo betonowa dżungla to nie miejsce, gdzie wypoczywamy najlepiej. O samych miastach opowiem więcej w następnych postach, tu już jednak zaznaczę: gdy będziecie mieć podobny dylemat, bez zastanowienia obstawcie jezioro!

ZALETY KORZYSTANIA Z AIRBNB

Dlaczego nie podzieliliśmy wyjazdu na pół (2 tyg. Ochryda i 2 tyg. Skopje)? Właśnie dlatego, że wyjeżdżając na pobyt o długości przynajmniej 4 tygodni, na Airbnb przysługują nam duże zniżki, których na innych stronach się nie doszukałam. Sięgają nawet 20-50%, dzięki czemu możemy pozwolić sobie nie tylko na sam wyjazd, ale także na wyższy standard pobytu. W Ochrydzie oferta mieszkaniowa na Airbnb nie jest tak bogata i urozmaicona jak w stolicy, jednak jest w czym przebierać. W zależności od tego, co wolicie, można znaleźć coś nad samym jeziorem z dala od miasta, apartamenty przy deptaku itd. Oferty zaczynają się nawet od 1700 zł za mieszkanie na miesiąc. Dla nas, którzy przeżywają tragedie w związku z kosmicznymi cenami na rynku nieruchomości we Wrocławiu, to praktycznie niewyobrażalne. Z niższymi cenami wiązała się oczywiście niższa jakość – stare budownictwo, skromne umeblowanie, bardzo często także brak kuchni czy pralki, które dla nas były punktem obowiązkowym. Z racji nauki/pracy zdalnej zależało nam także na dobrym połączeniu internetowym. Wybraliśmy jedno z droższych mieszkań, bo urzekło nas wygodą i wystrojem. Za 34 dni pobytu zapłaciliśmy ok. 2300 zł i tym sposobem znaleźliśmy się w miejscu, które skradło nasze serca.

MIESZKANIE W OCHRYDZIE – GOSPODARZ

Naszym gospodarzem w Ochrydzie był Kristijan, który pracował kiedyś jako steward na pokładzie samolotu i generalnie wie, czego potrzeba podróżnym. To jego drugie mieszkanie, nad którym sprawuje opiekę i wydaje nam się, że to rodzinny biznes, bo udział w nim biorą zarówno dziewczyna, jak i mama mężczyzny. Jest naprawdę fajnym, nienarzucającym się hostem – z chęcią pomógł albo udzielił wskazówek, ale tylko w kwestiach, w których tego potrzebowaliśmy. Wskazał nam np. piaszczystą plażę lokalsów, gdzie prawie nie ma ludzi i pomógł z odnalezieniem mieszkania. Nie dotarliśmy do niego od razu, bo przez cały pobyt posługiwaliśmy się mapami offline i posiadaliśmy tylko przybliżony adres. Wyobraźcie sobie, że Kristijan przerwał pracę i wyszedł szukać nas na ulicę, byle nam pomóc. To było tak miłe, że zrobiło nam się aż głupio, naprawdę. Bardzo pomógł też w kwestii zameldowania na policji.

REJESTRACJA NA POLICJI – WYMÓG MACEDONII

Przybywając na terytorium Macedonii należy zarejestrować pobyt na najbliższym posterunku policji. Dostajemy krótki formularz, gdzie uzupełniamy swoje dane i odpowiadamy na pytania, czy już kiedyś byliśmy w Macedonii, w którym roku itd. Na takim dokumencie stawia się parafkę, która upoważnia nas do opuszczenia kraju. Jeśli tego nie zrobimy, a ktoś na granicy czy lotnisku poprosi nas o dowód zameldowania, to możemy mieć z tego względu różne problemy np. w postaci grzywny o wysokości ponad 2 tys. zł. Mówi się, że obowiązek meldunku spoczywa na hotelu albo gospodarzu, który przyjmuje Was w swoje progi. Kruczek jest jednak taki, że jeśli my tego nie dopilnujemy, toteż my ponosimy konsekwencje, więc warto się o to upominać. Niektórzy gospodarze zwłaszcza przy pobytach krótkoterminowych to olewają, bo „prawie nikt takich papierów nie sprawdza” i to prawda, ale sami zadajcie sobie pytanie, czy chcecie być w grupie tych „prawie”.

MIESZKANIE W OCHRYDZIE – OPIS, OPINIA

Mieszkanie w Ochrydzie (Stephanie Blue Apartment) jest urządzone naprawdę stylowo i ze smakiem – do tego stopnia, że właściwie moglibyśmy mieszkać w podobnym w Polsce. Całość jest utrzymana w kolorze białym i błękitnym, jest wiele obrazów, sztucznych roślin czy kolorystycznie dobranych elementów, ale nie odczuwa się wrażenia przepychu. Łazienka wydaje się jedną z ładniejszych, jakie udało nam się zaobserwować na zdjęciach z Airbnb – co prawda to wciąż kilka(naście) lat wstecz w porównaniu do Polski, ale jest czysto, jest też pralka i suszarka (choć na nasz przyjazd akurat się zepsuła). Nie stanowiło to dla nas dużego problemu, chociaż trzeba przyznać, że pranie na balkonie schnie dość opornie, bo prawie nigdy nie ma na nim słońca. Mimo wszystko uwielbialiśmy jeść na nim obiady i zapijać je lokalnym winem – o poranku to także ukochane miejsce Szymona na kawę.

Kuchnia jest wyposażona na tyle dobrze, że znajdziecie tam nawet korkociąg do wina, o czym gospodarze często zapominają. Brakuje jednak porządnych ostrych noży i jednej szafki na większe naczynia. Z braku laku trzyma się je pod zlewem. Pod zlewem? W takim razie gdzie jest śmietnik? A no na balkonie, co niby jest fajną opcją, bo nie uświadczymy nieprzyjemnego zapachu w domu, a jednak doskwiera to w momencie przyrządzania posiłków. Przez większość czasu mieliśmy więc dwa śmietniki, a oba tak malutkie, że zapełnialiśmy z 3-4 worki, zanim poszliśmy wyrzucić je do kontenera. Rozmiarem można przyrównać je do koszy, które my zazwyczaj mamy w łazienkach. Nie było to jednak specjalnie uporczywe. Przeszkadzały natomiast rozmiary kuchni, gdzie wymijaliśmy się z dużym trudem, a po otwarciu zmywarki nikt nie mógł się ruszyć. Tak, jest tam nawet zmywarka, piekarnik i płyta indukcyjna.

Na miejscu znajduje się światłowodowy internet (o losie, lepszy niż mieliśmy w Polsce przez ostatni rok) i klimatyzacja, której jednak nie włączyliśmy ani razu, bo cały budynek jest dość wychłodzony – aż odczuwało się ulgę, wchodząc do środka. Przysługuje nam także miejsce parkingowe (a nawet dwa) odgrodzone słupkami, które każdorazowo trzeba opuszczać. Z balkonu rozciąga się widok na zabudowania miasta, kawałek jeziora, góry oraz meczet, gdzie z minaretów kilka razy dziennie rozbrzmiewało nawoływanie do modlitwy. Dojście do deptaku zajmowało 5 minut, do jeziora kolejne tyle. Taki spacer odbywaliśmy raz, a nawet kilka razy dziennie, z początku odkrywając świetne miejsca, a później z radością do nich wracając. Lokalizacja jest genialna, mimo że ulica pod blokiem może nie zachwyca. Jest jednak coś, za co bardzo ją lubiłam – popołudniami i wieczorem zlatywały się na nią dzieciaki z wszystkich okolicznych bloków. Chłopaki grali w piłkę między autami, krzyczały, biły się, a dziewczyny zbierały się w grupki i rozmawiały. Od razu przypomniało mi się moje dzieciństwo. Tak mnie to cieszyło, że dzieci wychodzą na dwór i się bawią, bo u nas takich widoków mamy już coraz mniej. Na osiedlu znajduje się kilka małych sklepików, koło meczetu jest supermarket Tinex, a na deptaku kolejne dwa supermarkety, w tym sieciówka Ramstore (najlepiej zaopatrzona).

Jedyne, co tak naprawdę nie odpowiadało nam w mieszkaniu, to kwestie hydrauliczne. Prysznic, kiedy tylko przyjechaliśmy, już trochę przeciekał. Zgłosiliśmy to hostowi, ale wydaje mi się, że już wcześniej był tego świadomy, bo pod brodzikiem widniała wycięta dziura, jakby ktoś usiłował tam coś naprawiać. Nauczyliśmy się jednak myć tak, żeby wody nie wylewać prawie wcale i powiedzieliśmy, że wzywanie specjalisty nie ma sensu. Nie było to na tyle uciążliwe, żebyśmy chcieli poświęcać dzień wolnego na naprawę (ktoś z nas musiałby zostać w mieszkaniu). W ostatnim tygodniu wyjazdu prysznic jednak umarł i po każdej kąpieli mieliśmy w łazience bajoro, które ratował odpływ pośrodku łazienki (standardowe rozwiązanie chyba wszędzie w Macedonii). Wtedy już nie było tak super i trochę mieliśmy nerw, bo mniej więcej w tym samym czasie w kuchni nagle oberwał się syfon (co na szczęście byliśmy w stanie ogarnąć sami). Wyglądało to jednak tak, jakby zastosowano tymczasowe rozwiązania w celu zamaskowania niedoskonałości przed kimś, kto przyjedzie na max. miesiąc. Doszliśmy jednak do wniosku, że w związku z pandemią podwójna inwestycja Kristijana w nieruchomości mogła być dla niego obciążająca finansowo i stąd odwlekanie napraw czy samodzielne starania załagodzenia sprawy. Mimo całorocznego otwarcia Macedończycy mieli mniejsze obłożenie turystów niż co roku. Pobyt w tym miejscu mimo drobnych mankamentów jednak polecamy pod każdym względem – my się w Ochrydzie zakochaliśmy. Poniżej zdjęcia zamieszczone przez hosta oraz link do strony dla zainteresowanych:

MIESZKANIE W SKOPJE – GOSPODARZ

Pobyt w Skopje trwał nieco ponad cztery dni (wylatywaliśmy nad ranem) i kosztował niecałe 350 zł za nas dwoje. Gospodarzem był Risto, którego nie poznaliśmy jednak osobiście ze względu na samodzielne zameldowanie. Wszystkie informacje dotyczące kodu do skrytki na klucze, hasła do Wi-Fi itd. otrzymaliśmy odpowiednio wcześniej, host był bardzo komunikatywny i sam z siebie pisał, czy wyjazd jest aktualny lub o której będziemy na miejscu. Tutaj wynikło też drobne nieporozumienie, bo zjawiliśmy się w Veki’s Place ok. 2-3 godziny wcześniej, niż zapowiadaliśmy ze względu na zamknięcie wielu atrakcji, które tego dnia chcieliśmy odwiedzić. Okazało się, że mieszkanie nie było jeszcze posprzątane i pod naszą nieobecność, gdy wyszliśmy na miasto, Risto umył łazienkę i ogarnął temat. Szybko spostrzegliśmy cudzą obecność, gdy wróciliśmy, ale napisał nam wiadomość, że to tylko on i przeprasza, że tak to się ułożyło, bo spodziewał się nas później. Nie było to dla nas niczym oburzającym, a gospodarz zachował się profesjonalnie. Co prawda Risto jest właśnie tym typem człowieka, którego musicie popędzać z rejestracją na policji, ale pobyt u niego wspominamy całkiem dobrze.

MIESZKANIE W SKOPJE – OPIS, OPINIA

Mieszkanie jest niewielkie, właściwie taka mała kawalerka. Widać, że ma już swoje lata, bo w kuchni spotkamy się np. z farbą odchodzącą z sufitu, ale generalnie jest zadbane i czyste. Cechuje je całkiem ładny wygląd dzięki licznym dekoracjom – mieliśmy nawet identyczny obraz na ścianie jak w Ochrydzie! Internet działa bez zarzutu, jest pralka, ale brak zmywarki. Pewnie na dłuższe pobyty nie byłoby aż tak wygodnie, ale na kilkudniowe zwiedzanie stolicy lokum nadaje się w sam raz. Bez zbędnych ochów i achów, ale moglibyśmy je polecić. Znajduje się na poddaszu, więc jest w nim dość gorąco, ale klimatyzacja ratuje sytuację. Brakuje też troszkę sprzętów kuchennych, bo nie ma np. sitka do przelania makaronu, ale taka podstawa jest zapewniona. Mnie osobiście podobało się też, że produkty higieniczne i kuchenne nie są wyrzucane z mieszkania każdorazowo po gościach, dzięki czemu możemy korzystać z różnych żeli pod prysznic, kremów, przypraw, olejów czy herbaty, które sami też kupujemy zawsze, a nigdy do końca ich nie zużywamy. Jest to więc pewna oszczędność i brak marnotrawstwa.

Mieszkanie znajduje się na dość przeciętnej ulicy, ok. 10-15 min. pieszo do ścisłego centrum. Wokół jest szaro, ale takie właśnie było praktycznie całe Skopje. W pobliżu znajduje się kilka knajpek, okolica jest raczej cicha. Największą bolączką byli dla nas sąsiedzi – jeden z nich ćwiczył grę na pianinie w godzinach dopołudniowych, inny o 4:00 w nocy krzyczał tudzież prowadził bardzo głośne rozmowy telefoniczne lub przez jakiś komunikator podczas gry z kumplami. Raz, gdy wyszliśmy na korytarz, przywitał nas histeryczny płacz, ale tak straszny, że aż współczułam dziewczynie tego, co właśnie przeżywa. Jeśli jednak nie ma Was, podobnie jak nas, większość dnia w mieszkaniu, to da się na to przymknąć oko. Tutaj link dla zainteresowanych osób oraz zdjęcia zamieszczone przez hosta: https://www.airbnb.pl/rooms/28809189?source_impression_id=p3_1624386173_cSsfpHISE7UQOUa%2B

Z mojej strony to tyle – mam nadzieję, że podzieliłam się z Wami przydatnymi wskazówkami i być może zachęciłam Was do odwiedzenia hostów, którzy nas gościli. W razie jakichkolwiek pytań piszcie śmiało w komentarzu! 🙂

Jak wygląda organizowanie lotu w czasie pandemii, przesiadki na lotnisku i czy polecam linię Austrian?

Choć na wakacje każdy z nas czeka z niecierpliwością i utęsknieniem, to zawsze poprzedza je proces, który wielu podróżników męczy, innych nawet przeraża, a dla wszystkich bez wyjątków wiąże się ze stresem – planowanie. Czynności z nim związane zawsze wydają się mniejszym lub większym wyzwaniem, a już zwłaszcza, gdy decydujemy się na wyprawę w czasie pandemii, kiedy większość restrykcji nie została jeszcze zniesiona. Dziś opowiem o tym, jak przebiegała nasza organizacja miesięcznej podróży do Macedonii pod kątem wyboru lotów. Przedstawię koszty, udzielę paru wskazówek i pokażę Wam, że jeśli efektywnie zorganizujecie samodzielną podróż w takich czasach jak teraz, to poradzicie sobie już zawsze. Zapraszam na

WSTĘP I INFORMACJE OGÓLNE

Nasza wyprawa przypadła na okres 7 maj – 10 czerwca 2021 roku, jako że był to jedyny termin, kiedy mogliśmy pozwolić sobie na ponadmiesięczną przygodę. Wyboru destynacji w tamtym momencie nie było dużego, jeśli chcieliśmy zamknąć się w odpowiednim budżecie i zorganizować wszystko samodzielnie. Wahaliśmy się między Albanią i Macedonią, które niezmiennie pozostawały otwarte dla turystów, choć określenie „wahaliśmy się” jest chyba zbyt górnolotne. Albania jakoś nie za bardzo nas nie pociąga, Macedonia natomiast została przeze mnie sprawdzona podczas krótkich postojów na trasie do Grecji czy Czarnogóry, więc postawiliśmy na bezpieczeństwo i gwarancję dobrych wrażeń.

Pierwszym problemem, który stanął nam na drodze, był wybór transportu. Jeśli jesteście nastawieni na aktywne zwiedzanie, to ze swojego doświadczenia mogę polecić podróż na miejsce samochodem. Przemęczycie się tak naprawdę jeden dzień, nie poniesiecie dodatkowych kosztów wypożyczenia na miejscu i będziecie bardziej niezależni. „Ale samolotem i szybciej, i wygodniej” podacie jako argument. Czytajcie więc dalej, żeby zobaczyć, jak wygląda rzeczywistość.

Nie chcieliśmy podróżować autem z jednego względu – państwa co chwilę otwierały i zamykały granice, wprowadzały nowe zasady dotyczące tranzytu i gdybyśmy mieli sprawdzać restrykcje każdego kraju po kolei, to pewnie porzucilibyśmy pomysł wyjazdu. Nie widzieliśmy sensu w stresowaniu się podczas każdej kontroli i godziny jazdy, czy uda nam się dotrzeć, czy gdzieś zatrzymają nas na dłużej itd., więc zdecydowaliśmy się na lot. Teraz pewnie myślisz, że w ogóle nie kojarzysz lotów z Polski do Macedonii i to się zgadza. Dostępnych połączeń było tyle, że można je zliczyć na palcach jednej ręki, a znalezienie ich graniczyło z cudem. Przeszukiwałam różne strony i niezależnie, czy kryteriami wyszukiwania był lot bezpośredni czy nie, wyników nie znajdowało żadnych.

JAK WYSZUKAĆ NIEISTNIEJĄCE LOTY – SKYSCANNER

Na terenie Macedonii funkcjonują dwa lotniska – Skopje (w stolicy) oraz Ochryda, do której chcieliśmy dotrzeć. Zależało nam na bliskiej obecności jeziora, żeby po pracy móc odpocząć, poopalać się i codziennie mieć zajęcie, kiedy oddamy samochód do wypożyczalni. Skopje w takim wymiarze po miesiącu dość szybko by się nam przejadło, o czym przekonaliśmy się podczas zwiedzania, ale o tym opowiem przy okazji innego postu. W każdym razie lotnisko w Skopje funkcjonuje w pełnym wymiarze, bez żadnych ograniczeń. W Ochrydzie natomiast, jak na złość, ruch jest niewielki. Pierwsze połączenie, które znalazłam, było datowane na końcówkę maja. Zostało nam więc jedynie Skopje i dojazd na miejsce wypożyczonym autem, ale tak jak mówiłam, z lotami był problem. I tutaj z pomocą przyszedł nam Skyscanner, który w kryzysowych sytuacjach absolutnie polecam.

Skyscanner nie jest nadwyszukiwarką lotów, też nie od razu wyszukał dla nas coś odpowiedniego. Wystarczyło jednak pogrzebać przy jego parametrach i zdarzył się cud. Prócz szukania po konkretnej dacie posiada on opcję wybrania wylotu i przylotu według miesięcy. Po ustawieniu pożądanego zakresu ukazuje się tablica z dwoma miesiącami w formie kalendarza, gdzie pod każdym dniem pojawia się cena lotu. Co jednak, kiedy zamiast cen widać jedynie lupkę? Nie zrażamy się, bo to niczego nie oznacza. W tym momencie wybieramy dwie daty, już dokładnie te, które docelowo nas interesują – pierwszą, gdy chcemy wylecieć i drugą, gdy chcemy wrócić. Przykładowo na rysunku pod spodem zaznaczyłam daty 16 września i 16 października… i nagle magicznie pojawiają się dostępne loty, czasem nawet bezpośrednie.

Bywa i tak, że i teraz nie od razu zostaniemy przekierowani na stronę z dostępnymi lotami. Czasem pojawia się komunikat, że jeśli przesuniemy datę o dzień do przodu lub do tyłu, to możliwe będą połączenia bezpośrednie zamiast przesiadek. Może tak być również w przypadku, kiedy w zaznaczone przez nas dni rzeczywiście nie ma połączeń. Znowu – wybrałam daty 16 września i 1 października. 1 października dostępny jest lot wyłącznie z przesiadką, natomiast dzień później lub wcześniej możemy dotrzeć na miejsce bezpośrednio.

UWAGA! Pamiętajcie o włączeniu trybu incognito w wyszukiwarce podczas wyszukiwania lotów. Bez tego strony rozpoznają, na których połączeniach nam zależy i ceny wyświetlają się po pewnym czasie wyższe, ponieważ jesteśmy klasyfikowani jako klienci, którym bardziej zależy na destynacji niż nieprzekroczeniu pewnych wydatków.

LINIE LOTNICZE AUSTRIAN – POLITYKA I REALIZOWANE LOTY

W taki sposób znaleźliśmy jedne z niewielu połączeń do Skopje, ale w tamtym momencie nie było lotów bezpośrednich w dwie strony (jedynie lot powrotny mogliśmy odbyć bezpośrednio LOT-em, ale ceny były dość wysokie). Ostatecznie zdecydowaliśmy się na tańszą opcję, którą świadczyły Austrian Airlines. Nigdy nie lecieliśmy z tym przewoźnikiem ani też wiele o nim nie słyszeliśmy, ale jego przynależność do Lufthansy wzbudzała zaufanie. Jak sama nazwa wskazuje – to firma austriacka, która działalność opiera głównie na lotach transferowych (z przesiadką). Nie są to jednak loty, które większość z nas kojarzy z niekończącym się czekaniem. Przewoźnik posiada dobrze skomunikowany węzeł przesiadkowy w Wiedniu, dzięki któremu przesiadki zamykają się najczęściej w 50 min. – 1 h 10 min. Pewnie myślicie sobie, że to absurdalne, stresogenne i jak w ogóle zdążyć. Na forum jest mnóstwo dyskusji, czy można w międzyczasie iść do toalety i pytań, czy taki lot jest przystosowany do podróży z dziećmi. Powiem tak: zdążyliśmy na siku, a z nami leciała kobieta z dwójką dzieci – niemowlęciem i na oko czteroletnią dziewczynką. Da się, ale nie można się ociągać. Zresztą powiem szczerze – polityka firmy jest taka, a nie inna, więc na przesiadkowiczów się czeka, przesiadkowiczów się szuka i załoga samolotu komunikuje się z obsługą lotniska w sprawie listy pasażerów, którzy nie wykupili lotów bezpośrednich. My sami mieliśmy sytuację, gdzie minutę przed odlotem czekaliśmy na kogoś w autobusie na lotnisku. Minusem był brak przekazywanej informacji pod tym kątem, bo stresowaliśmy się strasznie, czemu kierowca jeszcze nie ruszył, a pierwsza partia pasażerów już od 10-20 minut tkwiła na pokładzie samolotu, który planowo właściwie już odlatywał. Gdybyśmy jednak z jakichś tragicznych powodów nie wylecieli, rzeczywiście dwa połączenia realizując z Austrianem, to firma bookuje nam za darmo kolejny lot albo przekazuje pieniężną rekompensatę.

AUSTRIAN – INFOLINIA

Świetnie sprawuje się też infolinia Austriana, do której pisaliśmy ze trzy razy o najmniejszą pierdołę. Odpisują praktycznie od razu (po angielsku lub niemiecku, jak wolicie) i udzielają naprawdę przydatnych informacji. Są konkretni i piszą więcej, niż chcesz się dowiedzieć. Dla nas najbardziej stresogenną kwestią były restrykcje covidowe dotyczące przesiadki. Polska wypuszczała nas bez problemu, Macedonia witała z otwartymi ramionami, ale przesiadkę mieliśmy właśnie w węźle w Wiedniu. Austria w tamtym okresie nie dość, że wymagała testów i rejestracji online, to nakładała na przylatujących kwarantannę. Przeczytaliśmy na stronie linii, że nie dotyczy to transferów na lotnisku, że pobyt poniżej określonego czasu zwalnia z obostrzeń, ale i tak upewnialiśmy się na infolinii, jak to wygląda. Żeby było zabawniej, trzy dni przed wylotem do Macedonii dostaliśmy maila od Austriana: „Hej, pamiętaj o zrobieniu testu i rejestracji na stronie rządowej!”. W tamtym momencie, mimo że oboje tyle wczytywaliśmy się w regulaminy i obostrzenia, na krótki moment odechciało nam się lecieć. Trochę to trwało, ale w formularzu rejestracyjnym dotarliśmy do informacji, do jakiej grupy podróżnych się zaliczamy i że właściwie ten mail nie jest skierowany do nas. Wiecie jednak, jak to jest – człowiek w takich chwilach ma w głowie najczarniejsze scenariusze.

AUSTRIAN – WYMAGANIA I UDOGODNIENIA NA POKŁADZIE

Na pokładzie Austriana każdy podróżujący jest zobowiązany do noszenia maseczki, jednak nie może być to byle jaka maseczka, a FFP2 bez otworu lub wentylatora. Jeśli nie kupicie jej wcześniej, to istnieje możliwość jej nabycia na lotnisku – na Chopina w Warszawie kosztowała 8 zł za sztukę, Austrian dysponuje samolotami różnych rozmiarów, ale ani razu nie trafił nam się taki, który miałby wielkość np. standardowego WizzAira. Ba, raz lecieliśmy niewielkim samolotem, który w dodatku po bokach miał śmigła i wtedy trochę obleciał mnie strach, mimo że lubię latać. Sama podróż przebiegała jednak każdorazowo bardzo sprawnie, obsługa jest uprzejma i, co najlepsze, po zakończeniu lotu otrzymuje się firmowe czekoladki „servus”, które chyba były zrobione z belgijskiej czekolady. Pycha!

AUSTRIAN – CENY BILETÓW I USŁUG

Jeśli chodzi o cenę biletów, to lot w dwie strony kosztował nas 505 zł od osoby (teraz są tańsze!). Lecąc na miesiąc, dokupiliśmy bagaż rejestrowany dla jednej osoby za 227 zł w dwie strony (standardowe 23 kg). Powiem Wam, że o ile bilety nie były aż tak drogie, o tyle każde dodatkowe usługi świadczone przez Austriana zwalały nas z nóg pod względem ceny. Logując się na konto na stronie przewoźnika, prócz ofert zapewniających zmianę daty biletu (elastyczny bilet) i tak dalej, mamy milion dodatkowych opcji do zakupu. Połowy nie rozumieliśmy nawet, na czym do końca polegają. Wybór miejsc siedzących jest obarczony takimi opłatami, że zamykają się w przedziale 50-100 zł. Dla naszej dwójki za lot w obie strony (czterema samolotami) zapłacilibyśmy ok. 800 zł, czyli więcej, niż za bilety i torbę razem wzięte! Szczerze Wam powiem, zupełnie to olejcie, bo na karcie pokładowej, którą otrzymywaliśmy po odprawie na lotnisku, zawsze wpisywano nam miejsca obok siebie. Zwłaszcza w drodze powrotnej mieliśmy ogromne szczęście, bo usadowiono nas od wschodu, a jako że wylot był ok. 4.00 nad ranem, to widoki towarzyszyły nam bajeczne!

Czy mimo pewnych zastrzeżeń wybrałabym ponownie tę linię? Gdyby nie przesiadki, nie stanowiłoby to dla mnie większej różnicy, naprawdę. Standard jest super, mnie też wiele nie potrzeba, więc polecam i nie mam jakichś większych uwag…

AUSTRIAN – ODPRAWA ONLINE

… POZA JEDNĄ! Odprawa online zawsze kojarzyła mi się z wygodnym rozwiązaniem, które zaoszczędza mnóstwo czasu. W przypadku Austriana jest zupełnie odwrotnie. Strona linii jest niekompatybilna i sypie błędami podczas całego procesu. Możecie siedzieć nawet godzinę lub dwie, aż system w końcu Was przepuści, wklepując w kółko te same dane. Pomijam już, że zostajemy poproszeni o numer biletu/rezerwacji, których mieliśmy na potwierdzeniu kilka i żaden nie wyglądał na właściwy. Lecąc do Macedonii, jeszcze się w to bawiliśmy, ale irytowaliśmy się co nie miara. Z powrotem uznaliśmy, że każdy sposób odprawy będzie łatwiejszy niż ten. Z tego co czytaliśmy, to powszechny problem od jakiegoś czasu, więc nie warto na niego marnować nerwów. Liczę jednak, że ten mankament zostanie wkrótce naprawiony.

PRZESIADKA – PROCEDURY NA LOTNISKU

Jeśli chodzi o sprawność przesiadek, to raz mieliśmy na nią równo godzinę, a raz dwie, bo przesunął się lot. Podczas całego procesu nie musimy martwić się o bagaż rejestrowany – zostaje wcześniej oklejony i jego transportem zajmuje się obsługa lotniska bez naszego udziału. Czeka nas natomiast sprawdzanie paszportów, kart pokładowych i ponowna kontrola bezpieczeństwa (skanowanie bagaży, przechodzenie przez bramki). Mnie jak zwykle nie ominęła także kontrola osobista, bo przecież na cztery kontrole w końcu któraś musiała pójść nie tak – każdy, kto regularnie czyta tego bloga, doskonale o tym wie. 😉 Ona zawsze wygląda odrobinę inaczej – tutaj kobieta sprawdzała mnie dość skrupulatnie, obmacując i ściskając nawet mój stanik, więc przez chwilę poczułam się naprawdę nieswojo, jakbym zaraz miała wystąpić we wstępie filmu pornograficznego. Zazwyczaj trochę tam dotkną czy poklepią, a tutaj mówię, sprawdzanie było dość dokładne.

Zależnie od tego, który przydzielono nam gate, wygląda to trochę inaczej w przypadku sprawdzania paszportów. Raz natrafiliśmy na standardowe kolejki z oznaczeniami dla Strefy Schengen, Non-Schengen i tak dalej. Mimo że czasem kusi, żeby podejść do złego okienka ze względu na mniejszą ilość ludzi, to raczej nie polecam. Dziewczyna przed nami spróbowała i zadawali jej dość dużo pytań na zasadzie „A do kogo pani jedzie, a po co, a na jak długo?”, więc to już zależy, czy chcecie udzielać wywiadu. Za drugim razem trafiliśmy na możliwość standardowej kontroli lub sprawdzenia tożsamości automatycznie, co mnie absolutnie przypadło do gustu. Polegało to na tym, że do specjalnej maszyny wsuwało się paszport otwartą stroną ze zdjęciem, one je zczytywała, a potem człowiek podchodził do kamerki, ściągał maseczkę i automat sam rozpoznawał, czy ty to rzeczywiście ty. Ekstra sprawa, bo cała procedura zajmowała kilkanaście sekund, a w kolejkach do zwykłej kontroli czekało w tym czasie kilkudziesięciu ludzi.

AUSTRIAN – TRANSPORT CZĘŚCI ODZWIERZĘCYCH

Dodatkową ciekawostką, którą mogę podszepnąć, jest to, że Austrian zezwala na przewóz w bagażu nadawanym części odzwierzęcych. Mówię tu konkretnie o porożu jelonka, które znaleźliśmy w jednym z parków narodowych. Każda linia lotnicza różnie się na to zapatruje – o ile nie jest to rzecz objęta zakazem wywozu z kraju (często dotyczy to np. fragmentów rafy koralowej lub muszli), to zazwyczaj nie ma z tym problemu, jeśli dany obiekt waży poniżej 2 kg. Pamiętajcie jednak, że fakt posiadania takich rzeczy należy zgłosić podczas nadawania bagażu – takie walizki okleja się dodatkowymi naklejkami. Dla nas może niewiele znaczą, ale dzięki temu nikt nie będzie przeszukiwać naszych toreb ani też niczego z nich nie wyrzuci.

W kwestii formalności i praktycznych informacji to by było na tyle. Wyjaśnię natomiast, dlaczego dla nas podróż samolotem okazała się wyjątkowo wyczerpująca zwłaszcza w drodze powrotnej, biorąc pod uwagę przecież nie tak duży dystans, który dzielił nas z punktu A do punktu B. Wylot ze Skopje mieliśmy o 4.00 w nocy, więc na nogach byliśmy od 1.40, jako że zawsze wolimy być mniej więcej 2 godziny przed czasem na lotnisku. Przylecieliśmy do Wiednia, gdzie czekała nas przesiadka, na którą czekaliśmy 2 godziny. Dolecieliśmy do Warszawy, a stamtąd chcieliśmy wsiąść w SKM, żeby dostać się na dworzec centralny, jednak ktoś z testowanych okazał się pozytywny i cały dworzec poddano dezynfekcji na czas nieokreślony. Znowu więc wzięliśmy taksówkę, potem przesiedliśmy się na pociąg, potem do auta i cała podróż zajęła nam jakieś 12 godzin. Gdyby to było jeszcze za dnia, to pewnie nie odczulibyśmy tego w tak dużym stopniu, ale po nieprzespanej nocy wyglądaliśmy na wyczerpanych tymi wakacjami. 😉

W kwestii naszej podróży samolotem to by było na tyle. W następnych wpisach opowiem Wam także o zakwaterowaniach oraz wypożyczalniach samochodowych w Macedonii, z których korzystaliśmy. Mam nadzieję, że powyższe informacje będą dla Was pomocne przy okazji lotu z Austrianem. A jeśli już lecieliście z tą linią, to dajcie znać w komentarzu o Waszych ogólnych odczuciach i wrażeniach z podróży!