Macedońskie wodospady – ranking, opis dróg oraz fotorelacja: Duf, Smolare, Koleshino, Sin i nie tylko

Macedonia nie jest specjalnie obleganym kierunkiem przez Polaków i mam wrażenie, że wiele osób nawet nie zdaje sobie sprawy z piękna oraz ilości niezwykłych miejsc, jakie ten kraj ma do zaoferowania. Co więcej – wielu ludzi nie wie nawet, gdzie to miejsce znajduje się na mapie, mimo że lecieli do Grecji czy podróżowali do Bułgarii, a przecież to rzut beretem! Oczywiście przywarą wspominanego państwa jest brak dostępu do morza, za to mamy tutaj wiele olbrzymich jezior, strumieni, gór, jaskiń, urokliwych miasteczek czy… wodospadów i to właśnie na nich chciałabym skupić dzisiaj Waszą uwagę. Większość z nich znajdziemy łatwo poprzez Google, jednak dostęp do niektórych nie jest wcale tak oczywisty, jak mogłoby się wydawać. Mam świadomość, że wiele z nich jest nawet nienazwana i skryta w parkach narodowych (o jednym takim też Wam opowiem!), natomiast przedstawię piątkę kandydatów, z którymi udało nam się stanąć oko w oko: wodospady Duf, Smolare, Koleshino, Sin oraz jeden bezimienny, do którego nakreślę drogę. Zapraszam na:

WODOSPAD DUF – POŁOŻENIE

Wodospad Duf leży na zachodzie kraju w parku narodowym Mawrowo, czyli największym parku na terenie Macedonii. Liczy ponad 680 km2, a na jego terenie znajduje się najwyższy szczyt pasma górskiego – Golem Korab. Punkt znajduje się 2764 m n.p.m., co czyni go wyższym od naszych Rysów o ponad 250 m! Jak więc się domyślacie, nawet w najcieplejszych okresach roku wciąż zalega na nim śnieg. Wygląda to bajecznie, bo wokół panuje skwar, roślinność jest intensywnie zielona, niebo nieskazitelnie niebieskie, a pośród tego wszystkiego królują surowe, mroźne skały z białym puchem. Najlepszy widok na nie rozciąga się z klasztoru Jovana Bigorskiego, o którym opowiem przy okazji następnych wpisów. Spójrzcie sami:

WODOSPAD DUF – OPIS SZLAKU

Pod wodospad nie prowadzi żadna asfaltowa ścieżka – auto musimy zostawić ok. kilometra od atrakcji. Całe szczęście, bowiem ścieżka do niego jest najbardziej malownicza spośród wszystkich wodospadów, które Wam opiszę. Spacerujemy wzdłuż rwącej rzeki, podążając biało-czerwonym szlakiem. Z początku śmialiśmy się, że trafiliśmy na patriotyczne oznaczenie, po czym okazało się, że w Macedonii praktycznie wszystkie szlaki, gdziekolwiek nie pojedziemy, są oznaczone właśnie w ten sposób. Na szczęście się ze sobą nie pokrywają, dlatego nie ma opcji, że je pomylimy i zgubimy, ale stanowiło to dla nas ciekawą odmienność. W każdym razie większość drogi przebywamy w dole kanionu, a po obu naszych stronach rozciągają się wysokie na ok. 30 m skały. Widok jest niesamowity, a ścieżka łatwa w przebyciu, dzięki czemu możemy cieszyć się w pełni tym, co jawi się naszym oczom. Co ciekawe, na początku trasy znajduje się drewniana budka. Wygląda trochę jak kasa, ale jest nieczynna. Nie wiem niestety, czy ogółem, czy tylko poza sezonem. Nie udało mi się znaleźć informacji na temat istnienia jakichkolwiek biletów wstępu w lecie – istnieje duża szansa, że obecnie się ich nie sprzedaje, bo do wszystkich dóbr naturalnych dostaliśmy się za darmo w obrębie całego kraju.

W połowie drogi do wodospadu znajdują się drewniane stoły i ławeczki, gdzie możemy odpocząć, zjeść, napić się i wsłuchać w szum wody. Gdy miniemy ten punkt, w miarę docierania do celu temperatura staje się coraz niższa. Mimo ogólnego gorąca można rzec, że przy samej atrakcji jest dość zimno, więc dobrze mieć ze sobą jakąś narzutkę lub kurtkę (najlepiej przeciwdeszczową…). Musimy przejść przez kilka niewielkich, drewnianych pomostów i to chyba najmniej komfortowa część podróży. Wiele z nich jest dość wątpliwego stanu – drewno przesiąka wilgocią, więc jest dość miękkie i plastyczne, przez co ugina się pod stopami. Parę desek w różnych miejscach odpadło, są też dziury, więc dobrze przechodzić pojedynczo i stąpać ostrożnie. Nie jest to jakaś wielka przeszkoda i nic się nie powinno stać, o ile nie skaczemy i nie biegamy całą grupą. 😉 Ostatnia kładka prowadzi nas już pod sam wodospad skryty w skałach. Trzeba podejść bardzo blisko, żeby zobaczyć go w całej okazałości. Jego kaskada ma niecałe 30 m i rozbryzguje się o skały wystające na drodze, więc nie sposób uciec stamtąd suchym. My po chwili robienia zdjęć byliśmy tak mokrzy, jakbyśmy wyszli spod prysznica, ale dla nas to była fajna część atrakcji.

WODOSPAD KOLESHINO – DOJAZD I OKOLICE

Następny w kolejności obejrzeliśmy wodospad Koleshino (Kolešino) znajdujący się we wschodniej części kraju. Dojazd w tamte rejony jest dość toporny – mnóstwo wąskich, górskich dróg w kiepskim stanie. Wielokrotnie wjeżdżamy na powierzchnie nieutwardzone i choć nie przebywamy nie wiadomo jakich odległości, to podróż zajmuje wiele czasu. Jesteśmy jednak w stanie zatrzymać się niedaleko przy głównej drodze na czymś w rodzaju leśnego parkingu jakieś 300 m od atrakcji. Dojście nie jest wysiłkowe, ale też ciężko nazwać je urokliwym. Powiedziałabym nawet, że zakrawa o zaniedbanie i niechlujstwo. Zapach unoszący się wokół przypomina ni to końskie odchody, ni kanalizację. Później zanika, w miarę jak znikają porozrzucane przez miejscowych śmieci oraz rury wystające z różnych miejsc w ziemi.

Niestety trzeba zdawać sobie sprawę, że to, co dla nas uchodzi za atrakcję, dla Macedończyków niejednokrotnie stanowi chleb powszedni, który może nawet nie do końca doceniają. W tego typu miejscach często znajdziemy wiele opakowań po przekąskach czy butelek po alkoholu, paczek papierosów itd. W sumie było pusto, spotkaliśmy tylko dwóch miejscowych, którzy przyjechali nad wodospad zapalić fajki. Tutaj powstaje więc pewien dylemat, bo tego typu miejsca kochamy za swobodę przebywania w nich, wchodzenia w każdy nieogrodzony i niezagospodarowany zakamarek, a jednak bez nadzoru lub samodyscypliny mieszkańców nie sposób uniknąć w nich różnego rodzaju zanieczyszczeń i ekologicznych rozczarowań.

WODOSPAD KOLESHINO – OPIS

Piękno wodospadu wynagradza jakiekolwiek zastrzeżenia, które pojawiają się wcześniej. Nie jest wysoki, bo zaledwie 15 m, natomiast nadrabia szerokością – 6 m. Woda nie ma dużego pędu, dzięki temu spływa wieloma kaskadami w powolny, niemalże delikatny sposób. W zimie zdarza się nawet, że spora ich część zamarza. Widok jest naprawdę przepiękny, majestatyczny. Co mnie absolutnie kupiło, to skonstruowana drewniana drabina przy samym wodospadzie, dzięki której możemy wejść na wyższą półkę skalną. Jeśli kogoś naszłaby ochota, miałby możliwość się nawet wykąpać, chociaż nie polecam, bo woda jest tak zimna, że zetknięcie się z nią wywołuje ból. 😉 Drabinę oczywiście przetestowaliśmy, jakżeby inaczej! O dziwo nie przegniła ani nie spróchniała – jej stan jest na tyle dobry, że nie ma żadnych obaw przed wspięciem się. Wrażenie z tak bliska jest naprawdę wspaniałe, choć trzeba się liczyć ze zmoknięciem. 😀

WODOSPAD SMOLARE – DOJAZD I OPIS

Jeśli już odwiedzimy Koleshino, to grzechem byłoby nie udać się kawałek dalej na wschód do Smolare. To najwyższy wodospad w Macedonii, który liczy prawie 40 m, natomiast jest też stosunkowo wąski i „zbity”. Auto zostawiamy na parkingu tuż przy restauracji, bowiem teren jest najbardziej zagospodarowany ze wszystkich opisywanych w tym poście miejsc. Do uszu napływa muzyka, jest mnóstwo ławek i miejsc do siedzenia. Zamontowano też wiele śmietników, dzięki czemu okolica jest nieskazitelnie czysta. Zazwyczaj w tym miejscu odbywają się lokalne targi, gdzie możemy nabyć typowo macedońskie produkty, jednak poza sezonem się z nimi nie spotkaliśmy. Drogowskazy w tym miejscu informują, że mamy do przejścia 600-800 m, nie pamiętam dokładnie. Wiem jednak, że była to odległość liczona w linii prostej, bo dojście do atrakcji zajmuje trochę czasu. Szacowałabym raczej, że marsz to ok. 1300-1500 m. Dróżka nie jest karkołomna, ale musimy liczyć się z dużą ilością schodów i tym, że cały czas idziemy pod górę poza zejściem do platformy przy samym wodospadzie. Troszkę kondycji jest więc jak najbardziej wskazane.

Wodospad robi wrażenie, natomiast on sam i dojście do niego w porównaniu do pozostałych odwiedzonych przez nas miejsc ocenilibyśmy jako raczej przeciętne. Kaskada rzeczywiście jest potężna, szum duży, ale pod platformą da się dostrzec śmieci już w samej wodzie i trochę to psuje ogólny ogląd. Miejsce uchodzi za największą atrakcję turystyczną tego typu, ale my radzilibyśmy Wam odwiedzenie reszty pozycji z naszej listy, by ocenić, czy rzeczywiście tak jest. Naszym zdaniem niekoniecznie, więc na pewno warto spróbować. Opłaca się zobaczyć, jednak Smolare nie jest naszym faworytem.

WODOSPAD SIN I ROZTOPOWY – OPIS SZLAKU

Kolejny wodospad odnaleźliśmy właściwie przypadkiem. Wróciliśmy do Mawrowa, żeby urządzić wycieczkę do jaskini Alicica, którą opiszę w następnych postach. Na samym początku dostrzegliśmy jednak tabliczkę, że zaledwie 500 metrów za wyznaczonym przez nas celem znajduje się wodospad Sin, więc bez zastanowienia postanowiliśmy nadłożyć drogi i zobaczyć, czy rzeczywiście jest to na tyle ciekawa atrakcja, że opisano ją już na początku szlaku. Nie wiedzieliśmy, czego się za bardzo spodziewać – na pewno nie tego, że po drodze napotkamy kolejny, dużo okazalszy wodospad bez żadnej nazwy. Z parkingu, czyli właściwie polany, gdzie zostawiamy auto, musimy przejść 3,5 km do jaskini, a jakieś 300-500 m przed nią znajduje się niespodzianka, więc na pewno jej nie ominiecie. 😉

WODOSPAD ROZTOPOWY – JAK GO ZNALEŹĆ?

Ścieżka w maju jest bardzo malownicza – widoki skał, porośniętych mchem drzew, moc kolorowych, rozkwitających kwiatów i płynące obok większe bądź mniejsze strumyki. Mimo że drogę oznaczono jak górski szlak, podejście w większości nie jest trudne, choć są fragmenty, gdzie musimy zebrać nieco siły i maszerować mimo zwiększającego się nachylenia. Nie jest turbo prosto, ale też nie trzeba mieć niesamowitej kondycji. Wodospad wyrasta przed nami dość niespodziewanie i nagle. Można do niego podejść – w tym celu schodzimy z głównej ścieżki kawałek na dół, z tym że warto znaleźć gałęzie czy konary, których możemy się przytrzymać. Nawierzchnia jest dość śliska ze względu na dużą wilgoć i grubą warstwę liści pod stopami. Trzeba uważać, żeby nie wpaść w dziurę i nie skręcić sobie kostki. Spokojnie – jeśli się na to nie zdecydujecie, to widok z góry też będzie dobry, tylko mogą Wam odrobinę przeszkadzać zarośla.

Kaskady mają ok. 10 metrów i są dość szerokie. Prawie nie widać skał, więc widok jest taki, jakby woda wypływała spomiędzy roślin. Podejrzewamy, że to wodospad, który pojawia się w tym miejscu okresowo ze względu na roztopy, dlatego nie ma o nim żadnych informacji, nie jest opisany, ani nie ma nazwy. Jeśli jednak planujecie pieszą wycieczkę w maju, to zapewniamy, że tam będzie! Naszym zdaniem jeden z dzikszych i ładniejszych okazów – kazał się ciekawszy niż ten, do którego pierwotnie szliśmy. Ba, był w sumie najfajniejszym przystankiem na szlaku tego dnia.

WODOSPAD SIN – NA CO ZWRÓCIĆ UWAGĘ?

Do wodospadu Sin stamtąd zostaje nam ponad pół km do przejścia i niedługo potem natrafiamy na moim zdaniem najtrudniejszy odcinek drogi – kamienne osuwisko bez żadnych zabezpieczeń. Ścieżka jest wąska, pod stopami rusza się dosłownie wszystko i człowiek raczej szybko chce stamtąd uciec. Nie jest to rzecz nie do przejścia, ale wymaga dużej uważności i ostrożności.

Pokonanie tego fragmentu rekompensują później widoki strumienia płynącego zakolami aż do końcowego punktu wycieczki.

Pod sam wodospad nie udało nam się jednak podejść, choć w oddali malował się pomost. To potwierdzenie naszej wcześniejszej teorii o roztopach, bowiem ścieżka coraz bardziej zanika, robi się węższa, aż w końcu przed nami pozostaje jedynie szeroki, lodowaty strumień, którego nie sposób przebyć. Jedyną opcją jest zdjęcie spodni i marsz, ale nie wydaje mi się, żeby wędrówka po śliskich kamieniach się powiodła, ani żeby była dobrym pomysłem przy tak niskiej temperaturze wody. Oto obraz, który towarzyszył nam przy końcu podróży:

Na zakończenie przygotowałam jeszcze ogólne zestawienie – po części ranking, po części najważniejsze informacje o każdym z wodospadów, które pozwolą  przygotować się Wam do własnej podróży i zdecydować, co, kiedy oraz w jakiej kolejności obejrzeć.

RANKING WODOSPADÓW I ICH OKOLIC

Wodospad z najpiękniejszymi kaskadami:

  1. Koleshino (dodatkowy plus to drabina, po której możemy wejść pod same strumienie wody)
  2. Bezimienny wodospad w drodze do wodospadu Sin (uwaga: roztopowy, być może da się go zobaczyć jedynie w okolicach maja)
  3. Smolare (najwyższy wodospad Macedonii)
  4. Duf (skryty w skałach, warto zabrać przeciwdeszczowe kurtki, wszechobecna mgiełka wodna)
  5. Sin (niemożliwy do zdobycia w maju, da się obejrzeć z daleka, stosunkowo niewielki)

Najpiękniejsze dojście do wodospadu:

  1. Duf (ok. 1 km przejścia w kanionie, czysto, w połowie drogi miejsce na postój z ławeczkami)
  2. Bezimienny wodospad w drodze do wodospadu Sin (niecałe 3 km, bardzo malownicza droga, nieco wysiłkowa, ale przyjemna)
  3. Sin (do w/w miejsca fajna, później trudny moment ze względu na kamienne osuwisko bez zabezpieczeń)
  4. Smolare (ok. 1 km i 300-500 m, bardzo turystycznie, mnóstwo schodów)
  5. Koleshino (ok. 200-300 m, nieprzyjemny zapach, dużo śmieci, rury wystające z ziemi)

Ode mnie to tyle – zapraszam do dzielenia się przemyśleniami i własnymi opiniami. Który wodospad sprawia dla Was najlepsze wrażenie? A może widzieliście już część z nich? Koniecznie dajcie znać!

Macedonia – kwestie związane z wynajmem auta, koszty, opinia o wypożyczalniach Sixt i Alfa Rent

Wybierając się na wczasy za granicę czymkolwiek innym niż samochodem, zwłaszcza podczas długiego wypoczynku pojawia się w naszej głowie pytanie, jaki transport wybrać, żeby jak najefektywniej zwiedzić interesujące nas miejsca. Wynajęte auto? Autobus? Pociąg? A może skuter lub rowery? W przypadku Macedonii nasz wybór padł na pierwszą opcję. Funkcjonuje tu co prawda komunikacja międzymiastowa, ale jest dość sporadyczna, nieregularna i żmudna przy górskich warunkach drogowych panujących w większości kraju. W obrębie miast ludzie poruszają się albo swoimi środkami transportu, albo taksówkami. Z autobusami zetknęliśmy się jedynie w Skopje – wszystkie wzorowano na piętrowych double-deckerach z Londynu. W Ochrydzie z kolei zdziwił nas brak jakichkolwiek przystanków mimo sporej wielkości miasta.

W tym wpisie opowiem Wam, czy jesteśmy zadowoleni z wypożyczalni, na które się zdecydowaliśmy, jak wygląda zdawanie samochodu w Macedonii, jakie koszty wliczają się w wynajem auta oraz jak zaoszczędzić na transporcie ze Skopje na lotnisko i odwrotnie. W celu szybkiej nawigacji zapraszam na:

WYNAJEM AUTA NA LOTNISKU – ALFA RENT

Podczas miesięcznego pobytu wynajmowaliśmy auta dwa razy, od dwóch różnych wypożyczalni. Pierwszy raz na 17 dni w maju, drugi raz tylko na jeden dzień w czerwcu w celu zmiany miejsca pobytu na takie, z którego łatwiej dostać się na lotnisko. Podczas poszukiwań najlepiej sprawdziła się wyszukiwarka Discover Cars, czyli taka typowa porównywarka firm. Kierowaliśmy się jak najniższą ceną, która jednak zawierałaby ubezpieczenie na wypadek uszkodzenia lub kradzieży. Nie zależało nam na wysokiej jakości, automatycznej skrzyni biegów ani konkretnym modelu, dlatego nasza przygoda w Macedonii rozpoczęła się ze wściekle czerwoną Skodą Fabią. Wynajęliśmy ją z wypożyczalni Alfa Rent z odbiorem na lotnisku. Stanowisko bardzo łatwo odnaleźć – od wejścia w lewo aż do samego końca, gdzie znajdują się budki wielu wypożyczalni. Obsłużyła nas przesympatyczna, uśmiechnięta dziewczyna, która czuła się zobowiązana do poinformowania nas nawet o kwestiach niezwiązanych z autem – np. o której zaczyna się godzina policyjna. Bardzo dobrze mówiła po angielsku.

ALFA RENT – INFORMACJE OGÓLNE O WYNAJMIE

Auto nie wyglądało powalająco, co do tego nie ma dwóch zdań – w niektórych miejscach przerysowane, dziury i większe usterki zaklejone taśmą. Nie budziło jednak także grozy, kiedy się na nie spoglądało. Wszystkie usterki oglądaliśmy razem z pracowniczką, sporządziliśmy dwie wersje protokołu, pozwoliła nam także na zrobienie zdjęć, mimo że nie uważała tego za konieczne. My jednak wolimy się w ten sposób ubezpieczać. W końcu gdyby cokolwiek się wydarzyło, to w naszym interesie leży udowodnienie, że kto inny wywołał daną szkodę, więc zawsze polecam to rozwiązanie. Płatności dokonujemy na miejscu – gotówką lub kartą. Warto mieć na uwadze, że nie możemy zrobić tego wcześniej za pośrednictwem internetu. Szkoda, zwłaszcza że później walutą płatności nie był denar macedoński (MKD), tylko euro, bo kurs jest dla Macedończyków korzystniejszy i w ten sposób mogą nieco więcej zarobić. Ile nas to wyniosło? Zaskakująco mało, choć jest pewien kruczek.

ALFA RENT – CENA WYPOŻYCZENIA AUTA

Za 17 dni wypożyczenia auta zapłaciliśmy ok. 895 zł (już po przeliczeniu – warto sprawdzić przy kasie, czy suma pokrywa się z wydrukiem potwierdzenia od Discover Cars). Dodatkowo nasza karta zostaje obciążona kaucją w wysokości 500 EUR. Wychodzi więc na to, że dzień użytkowania auta wynosi ok. 50 zł, a nawet nie! 30 EUR z zapłaconej kwoty to dodatkowa opłata za zwrot auta w innym miejscu niż je wypożyczaliśmy, więc niekoniecznie musicie ją ponosić. Dla nas to była bardzo wygodna opcja, bo wynajęliśmy samochód w Skopje, a oddaliśmy w Ochrydzie, gdzie mieszkaliśmy przez większość czasu. Nasz pobyt trwał miesiąc, z czego urlop przypadał właśnie na dni wypożyczenia auta. Później zwróciliśmy je, pracowaliśmy zdalnie, a popołudnia spędzaliśmy nad jeziorem Ochrydzkim. W temacie wynajmu ogromnym plusem jest także to, że nie dopłacamy za ilość przejechanych kilometrów – jedynym wymogiem zwrotu jest uzupełnienie baku do pełna, a resztą nikt nie zaprząta sobie głowy. Całe szczęście, bo w innym wypadku musielibyśmy być milionerami, jako że zjeździliśmy po kraju ponad 3 tys. km. 😉 Warto też zwrócić uwagę, że wiele wypożyczalni nalicza dodatkowe koszty od kierowców, którzy nie ukończyli 30 roku życia, ale w tym wypadku cena pozostała niezmieniona.

DOJAZD SKOPJE-LOTNISKO

Jeśli myślicie o wynajęciu auta jedynie na przejazd z lotniska do Skopje (niecałe 30 km), bo wyjdzie taniej niż taksówka, to stanowczo odradzam. Najwyraźniej na ten pomysł wpadało dużo podróżnych, bo cena za zrealizowanie takiego połączenia wydaje się absurdalna – nawet ponad 500/600 zł za dobę! Wliczamy w nią nie tylko te 30 EUR, o których mówiłam wyżej, ale także opłatę lotniskową oraz podatek państwowy, więc siłą rzeczy tych kosztów nawarstwia się więcej mimo krótszego czasu wypożyczenia. Jeśli zależy Wam na pokonaniu tego odcinka, najlepiej zdecydować się na autobus, ale on kursuje bardzo rzadko (3-5 razy na dobę zależnie od dnia tygodnia). TUTAJ link do strony po angielsku z aktualnymi rozkładami oraz cennikami. Obecnie koszt przejazdu wynosi 180 MKD, czyli 13,41 zł, a więc w ciągu ostatnich 7-miu lat nastąpił wzrost o 3 zł.  To jednak wciąż świetna okazja, o ile godzinowo pasuje Wam lot lub jesteście w stanie trochę poczekać.

BRAK TERENOWEGO AUTA A KOMFORT PODRÓŻY PO MACEDONII

Wracając jednak do kwestii Skody – pewnie myślicie sobie, że no dobra, była tania, średnia jakościowo, więc pewnie strasznie się nią umęczyliśmy. Wspominałam, że Macedonia jest dość trudna, jeśli chodzi o warunki drogowe pod kątem zarówno stanu dróg, jak i stylu jazdy kierowców, o czym możecie poczytać TUTAJ. Powiem jednak tak; jestem osobą, która islandzką obwodnicę pokonała maleńką Kią Picanto z braku kasy, więc jeśli się chce, to wszystko się da. Pewnie, terenowe auto z lepszym przyspieszeniem znacznie lepiej sprawdziłoby się na stromych podjazdach czy serpentynach. Skoda czasem wyła, czasem gasła, ale generalnie dała sobie radę ze wszystkim. Wiadomo też, że w przypadku wielu atrakcji położonych dość wysoko dojeżdżaliśmy do parkingu, a resztę drogi pokonywaliśmy pieszo, ale to już kwestia, na ile wygodny jest każdy z nas i czego oczekujemy. W każdym razie mogę zapewnić, że wybierając auto tego typu, nie musicie sobie niczego odmawiać, niczego też nie tracicie.

ALFA RENT – ODDANIE SAMOCHODU

Jeśli chodzi o zdanie auta, umówiliśmy się z pracownikami wypożyczalni na jednej ze stacji benzynowych. Trochę się stresowaliśmy, zwłaszcza że pamiętałam oględziny Kii na Islandii, które były strasznie szczegółowe i dokładne. Tutaj czuliśmy jeszcze dodatkowy dyskomfort z racji tego, że nie mieliśmy dostępu do żadnych myjni automatycznych, a pod blokiem nie było warunków, żeby auto wymyć ręcznie. Z braku laku oddaliśmy je brudne, licząc się z dodatkową opłatą – uwierzcie mi, było na nim naprawdę dużo pyłu i błota, bo niejednokrotnie wjeżdżaliśmy na nie do końca utwardzone drogi.

Wita nas więc mężczyzna w białej koszuli, cały elegancki, spogląda na auto… i nic. Zero reakcji. Przeprosiliśmy za ogólny stan samochodu, ale facet tylko machnął ręką i stwierdził, że nic nie szkodzi. W jednym miejscu przetarł gołą ręką brud z drzwiczek, bo myślał, że to zarysowanie i zatwierdził, że wszystko jest w porządku. Co lepsze, na sam koniec położył na tym brudzie wszystkie dokumenty i jak gdyby nigdy nic zaczął je podpisywać. Ze strony wypożyczalni nie ma więc naprawdę żadnych problemów, a nasze wrażenia są jak najlepsze.

WYNAJEM AUTA – SIXT

Drugie auto, Opla Corsę, wynajmowaliśmy tylko na jeden dzień za pośrednictwem Sixt, żeby dojechać ze Skopje do Ochrydy i tam je zostawić. Kryteria wyboru pozostały niezmienne, chociaż tutaj za najniższą cenę dostaliśmy całkiem nowe auto bez żadnych zarysowań ani uszkodzeń. Podstawowe ubezpieczenie pokrywało koszty na wypadek kolizji czy kradzieży, w cenę wliczono także opłatę za zwrócenie samochodu w innym mieście – za całość zapłaciliśmy 22,68 EUR, czyli niecałe 104 zł. Fajne było też to, że mimo ustalonej daty odbioru auto dostaliśmy dzień wcześniej, bo tak bardziej odpowiadało pracownikowi wypożyczalni. Nie doliczono za to żadnych dodatkowych kosztów, no bo w sumie była to przysługa. Na odbiór umówiliśmy się tak samo na stacji benzynowej, ale tutaj mieliśmy już problem, żeby się porozumieć. Mężczyzna mówił po angielsku bardzo słabo, tylko jakieś najpotrzebniejsze wyrazy, więc lepiej wychodziła nam rozmowa po polsku, bo przynajmniej część słów okazała się tożsama z językiem macedońskim. Na tak krótki okres wynajmu nie nałożono na nas kaucji, co było dość dziwnym przypadkiem i w sumie nie wiem, czy wynikało z niedopatrzenia, czy dużej dozy zaufania do turystów.

Autko prowadziło się wdzięcznie, z oddaniem go nie mieliśmy większych problemów, mimo że na miejscu zjawiliśmy się 3 godziny przed planowanym czasem. Wypożyczalnia ma podpisaną umowę z hotelem, który stanowi punkt zdania, więc oddaliśmy kluczyki i dokumenty na recepcji, nikogo specjalnie nie angażując. Dziewczyna w zasadzie nawet nie sprawdziła stanu auta, po prostu spytała, gdzie je zostawiliśmy i tyle. Akurat w tym wypadku żałuję, że tak się stało, bo my zupełnie się zagapiliśmy. Przy wypożyczeniu auta funkcjonuje zasada „pełny bak przy odbiorze, pełny przy oddaniu”, a my mieliśmy taki zakręcony dzień z przeprowadzką, dojazdem itd., że zupełnie o tym zapomnieliśmy! Na szczęście wypożyczalnia skontaktowała się z nami później przez WhatsAppa (serio, wszystkie formalne sprawy załatwiano z nami w ten sposób, nieważne czy chodziło o mieszkanie, auto czy coś innego) i spytała, czy chcemy auto dotankować, czy mogą zdjąć pieniądze z karty, której numer wcześniej podaliśmy. Fajnie, że dali wybór i nie wydawali się specjalnie źli – chyba widzieli, że naprawdę było nam głupio i mieli świadomość, że każdemu może się zdarzyć. Z konta zdjęli tyle, ile zeszłoby na uzupełnienie baku, nie było potrącania dodatkowych środków z racji kary czy czegoś podobnego. Nie da się ukryć, że to nasza wina i liczyliśmy się z jakimiś konsekwencjami, no ale jednak fajnie, jeśli strony mogą się dogadać i rozwiązać problem po dżentelmeńsku. Może mężczyzna założył z góry, że go nie zrozumieliśmy podczas przekazywania kluczyków na stacji. Mimo trudnej językowo komunikacji tym bardziej możemy polecić. Łatwo oceniać pozytywnie, jeśli nic się po drodze nie wykrzaczy, a jak się już wykrzaczy, no to super, jak sprawa zostanie rozwiązana pomyślnie.

TANIA TAKSÓWKA NA LOTNISKO W SKOPJE

Na koniec chciałabym sprzedać Wam wskazówkę, jak najlepiej podróżować w relacji Skopje-lotnisko. Wspominałam już, że autobus jest bardzo czasochłonną opcją, samochód niezwykle drogą i tak naprawdę zostaje do wyboru tylko taksówka, za którą zapłacimy ok. 100 zł w jedną stronę. Jeśli podróżujecie grupą, to cena nie jest taka zła – gorzej, jeśli jesteście parą jak my. Udało nam się jednak znaleźć takiego kierowcę, który za kurs zgarnął ok. 60 zł, więc różnica w cenie była dość znacząca. TUTAJ link z namiarami na Taxi Service Skopje Airport, tel. +389 70 361 287. Nie ma problemu z porozumieniem się po angielsku, rozmowa przebiega płynnie, a podstawienie auta jest punktualne. Jazda bezpieczna, bezproblemowa, a kierowca, na którego trafiliśmy, gadatliwy nawet jak na 2.00 w nocy. Co ważne, transport odbywa się mimo godziny policyjnej, która obowiązywała od 23.00-06.00 rano, gdy byliśmy na miejscu. Jeśli ktoś by Was zatrzymał, bo zdarzają się takie sytuacje, należy pokazać kartę pokładową, bilet, rezerwację lub cokolwiek, co potwierdza, że macie wylot i musicie się przemieścić. Na nas nikt nie zwrócił uwagi, także nie ma większego stresu.

Z mojej strony to tyle – gdybyście mieli jakieś pytania, to śmiało piszcie w komentarzach. Jeśli korzystaliście z usług innych wypożyczalni albo macie jakieś odmienne doświadczenia od naszych, to tym bardziej zachęcam do podzielenia się opinią!