Wybierając się do Macedonii, wybór noclegu wśród odwiedzających w 95% pada albo na stolicę (Skopje), albo na Ochrydę wpisaną wraz z jeziorem, nad którym leży, na listę światowego dziedzictwa UNESCO. My spróbowaliśmy obu tych form wypoczynku i bezsprzecznie zakochaliśmy się w Ochrydzie. Sprzyjał temu nie tylko znacznie mniejszy tłok czy bardziej sielska atmosfera ze względu na mniejsze rozmiary miasta. Na miejscu prócz kąpieli wodnych i słonecznych możemy pałaszować pyszne dania w lokalnych knajpach, a przede wszystkim zobaczyć mnóstwo zabytków – od deptaku, przez cerkwie, muzea, a kończąc na murach obronnych. W tym wpisie chciałabym szerzej Wam je przedstawić, oddać klimat tego miejsca i zachęcić do wpisania Ochrydy na swoją podróżniczą listę marzeń. Zapraszam na:
- Deptak ochrydzki
- Jezioro Ochrydzkie
- Cerkiew św. Jana Teologa z Kaneo
- Cerkiew Mądrości Bożej (św. Zofii)
- Cerkiew św. Bogurodzicy Perivlepty
- Plaoshnik – cerkiew Pantalejmona i wykopaliska
- Górna Brama (Gorna Porta)
- Twierdza Samuela (Samoil’s Fortress)
- Teatr antyczny
- National Workshop For Handmade Paper – muzeum/wytwórnia papieru
- Robevi Family House
Ochryda (Ohrid) leży w południowo-zachodniej Macedonii, zamieszkuje ją nieco ponad 40 tys. mieszkańców (dla porównania jakieś 600 tys. mniej niż we Wrocławiu), a mimo to jest siódmym największym miastem w kraju. Przewiduje się, że to właśnie tutaj została stworzona cyrylica. Według legendy nazwa miasta wzięła się od tego, że ludy słowiańskie, które wkroczyły kiedyś jako pierwsze na te tereny, wykrzyknęły „Oh, rid!” (O, wzgórze!). Ja jednak słyszałam, że podobnie powstało O-pole!, więc niespecjalnie porywa mnie czy przekonuje tego typu historia, ale niech będzie. Przez całe lato odbywają się tutaj różne festiwale – folkloru bałkańskiego (kiedyś udało mi się na niego trafić, będąc na miejscu w lipcu), lata ochrydzkiego czy bałkańskiej muzyki ludowej. Oto kilka najciekawszych atrakcji miasta:
DEPTAK OCHRYDZKI
Na pewno jedno z miejsc, które odwiedzicie jako pierwsze, bo to właśnie ono prowadzi do jeziora czy twierdzy Jana Teologa z Kaneo. Oczywiście deptak możemy ominąć i iść bocznymi uliczkami, ale wiele byśmy stracili! To na pewno najżywsze miejsce w całym mieście – przepełnione zapachami, głosami, sklepikami, a w weekendy także ludźmi. Takimi ciekawszymi punktami na tym odcinku jest na pewno biały meczet z kolorowymi sklepieniami, sieciówka Choco World z dwiema fontannami czekolady (białą i czarną) i pysznymi deserami, stoiska ze śmiesznymi, nieprzyzwoitymi koszulkami na pamiątkę czy szeregi różnorodnych lodziarni.
Później wychodzimy już na główny plac z pomnikami Cyryla i Metodego czy św. Klemensa, gdzie ciężko znaleźć miejsce w jakiejkolwiek restauracji. Jedzenie jest tu najdroższe i atmosfera też nie powala, ale wystarczy skręcić w którąś z bocznych uliczek – jest cicho, lokalnie, przyjemnie. Sklepy wokół są głównie ciuchowe, mamy też dwie kebabownie, a na równoległej ulice dwa supermarkety. Dochodząc do jeziora natkniemy się na mnóstwo naganiaczy, którzy zachęcają do wykupienia rejsu za 20/10 euro, ale w tajemnicy powiem Wam, że to samo możecie mieć, idąc na piechotę lub jadąc parę kilometrów samochodem. Zwłaszcza duże wycieczkowce są absurdalnie wypchane, no ale jeśli zależy Wam na samej atrakcji wynikającej z płynięcia, to nie ma co się zastanawiać. My sami w 2017 płynęliśmy maleńką łódeczką z mężczyzną, który dał mi nią posterować, ale teraz niestety w ogóle nie widziałam już tych mniejszych oferentów, a szkoda. Z tego co pamiętam, cena to było jakieś 5 euro w dwie strony, w każdym razie dużo taniej niż obecnie, więc świetna okazja jak za taką atrakcję.
Wracając jednak do tematu – przy wejściu na deptak miniemy też bardzo stare drzewo, na które niewiele osób zwraca uwagę, a warto! Jego wiek szacuje się na ponad 1000 lat, co sprawia, że jest jednym z czterech najstarszych drzew świata. Jeśli mielibyście problemy z jego odnalezieniem, to w Google Maps widnieje pod nazwą Chinar Tree (platan orientalny). Obecnie podtrzymują go specjalne podpory, jako że rozpadł się właściwie na dwie części i w środku jest całkiem pusty.

JEZIORO OCHRYDZKIE
Liczy ponad 350 km2, a jego maks. głębokość to prawie 290 m. Nawet w czerwcu jest naprawdę zimne, ale odważniejsi są w stanie się w nim kąpać. Nam udało się wejść do wody dwa razy – dzięki upałom człowiek jest nawet w stanie uwierzyć, że chce to zrobić. W wodzie niejednokrotnie spotykaliśmy prócz samych ryb czy różnych gatunków ptaków także żaby (trafiliśmy akurat na ich okres godowy w drugiej połowie maja, na szczęście cały proces odbywał się w zaglonionym porcie) czy węże, które tak sieją postrach. Gdy nie ma wielkiego ruchu na brzegu, rzeczywiście wystarczy moment, żeby dojrzeć je w przejrzystej wodzie, jak pływają między kamieniami na dnie albo wychylają łebek z wody. Wiele osób martwi się, że zostanie ukąszonych, ale o żadnym takim przypadku nam nie wiadomo i też tylko raz zobaczyliśmy żmiję (z dala od miejsc turystycznych). Przy brzegu znajduje się knajpa Potpesh z leżakami, na których, o dziwo, nietrudno znaleźć miejsce. Możecie nawet nic nie zamówić i Was nie przegonią, chociaż wiadomo, że tak nie wypada. My stamtąd polecamy najbardziej wino, frytki z kozim serem albo kawę mrożoną (koszt za osobę ok. 12 zł). Plaże nad jeziorem są głównie kamieniste – jedną piaszczystą możemy odnaleźć w drodze do St. Naum, gdy zjeżdżamy za znakiem informującym o miejscu na kemping. Widoki są przepiękne, a ciszę mącą tylko przepływające od czasu do czasu łódki z puszczoną na głośnikach muzyką (głównie w weekendy).
CERKIEW ŚW. JANA TEOLOGA Z KANEO
Jedna z głównych atrakcji, do której dopływają łódki, ale dotrzeć do niej możemy na piechotę i to niezbyt dużym wysiłkiem. Licząc od ronda, gdzie rozpoczyna się wejście na deptak, musimy przejść 1,5 km. Z ronda udajemy się deptakiem aż do jeziora i maksymalnie w prawo. Mijamy knajpę i plażę, o których pisałam, aż dostrzeżemy cerkiew. Zresztą stojąc na pomoście w Ochrydzie widzimy go na czubku klifu. Inna droga prowadzi przez górną bramę miasta i zakłada marsz pod górkę, ale jeśli ktoś chce połączyć zobaczenie twierdzy i zabytków takich jak antyczny teatr czy forteca, to trasa będzie jak znalazł. To jest właśnie ta cerkiew, która jest wizytówką Macedonii na każdym zdjęciu czy pocztówce – na pewno kojarzycie to ujęcie. Dokładnie takie samo zdjęcie mam sprzed kilku lat, ale i tak czułam wewnętrzną potrzebę, żeby je powtórzyć. Przynajmniej mogłam docenić poprawę jakości obrazu w swoim aparacie. W środku cerkwi można podziwiać freski i malowidła, wstęp kosztuje w przedziale 100-200 MKD (9-15 zł), nie pamiętam dokładnie, bo sami nie mieliśmy na to wielkiego parcia. Polecam przejść się też ścieżką, która wiedzie dalej, od cerkwi w górę, wzdłuż pasma drzew iglastych, między którymi udało nam się dostrzec czarne wiewiórki.
CERKIEW MĄDROŚCI BOŻEJ (ŚW. ZOFII)
Idąc deptakiem, mijamy też Cerkiew Mądrości Bożej, inaczej nazywany cerkwią św. Zofii. To właśnie on widnieje na banknocie 1000 MKD i to właśnie tutaj odbywają się koncerty z okazji Lata Ochrydzkiego – my ostatnim razem (w lipcu) trafiliśmy na wystąpienie pianisty, za który płaciliśmy standardową wejściówkę 100-200 MKD. Tutaj również zobaczymy malowidła, jest też „kiosk”, w którym możemy kupić obrazki, świeczki itd., a fundusze są przekazywane na działalność cerkwi. Z tego co pamiętam, środek nie robił spektakularnego wrażenia, za to cały ogródek, tudzież plac wokół, jest bardzo ładnie zaaranżowany i zadbany. Raz udało nam się nawet trafić na ceremonię ślubną, która odbywała się na zewnątrz.
CERKIEW ŚW. BOGURODZICY PERIVLEPTY (HOLY MARY PERYBLEPTOS)
Choć cerkwie w całej Ochrydzie zachowane są w jednolitym stylu i cechuje je bardzo bliskie podobieństwo (nie tak jak na Malcie, ale jednak), to ta była jedną z najbardziej urokliwych głównie ze względu na rozciągający się z niej widok i piękne kwiatowe pnącza, które ją obrastały. Cerkiew jest położona w starej części miasta, a więc na wzgórzu – rozpościera się stamtąd widok na niższe piętra zabudowań i twierdzę Samuela. Wstęp kosztuje 100 MKD, niestety byliśmy tam już wieczorem i nie było możliwości oględzin. Cerkiew jest najstarszą w całej Ochrydzie.
PLAOSHNIK
Jeden z ciekawszych obiektów o charakterze sakralnym – powstał w IX wieku, ale jego forma ulegała licznym przekształceniom aż do renowacji w roku 2002. Wyobrażenie pierwowzoru daje nam dolna część cerkwi Pantalejmona, która dość dobrze się zachowała. Budynek wyróżnia się szarą barwą z pomarańczowymi, ceglanymi ozdobnikami. Zwykle całe budowle są raczej brązowo-pomarańczowo-czerwone. To co mnie urzekło, to właśnie te finezyjnie poukładane cegiełki tworzące rozmaite wzory na fasadach – proste rozwiązanie, a efekt bardzo estetyczny. Do środka cerkwi można wejść, ale niestety robienie zdjęć jest zabronione. We wnętrzu znajdziemy niewielki kiosk z figurkami, obrazkami czy książkami, ale też wystawę dopasowanych do siebie fragmentów mozaik i grobowiec, który za życia stworzył dla siebie św. Klemens (założyciel dość mocno rozsławiony w Macedonii). Oprócz tego możemy podziwiać różne malowidła, a do ciekawych rozwiązań optycznych należą też specjalnie ustawione lusterka, dzięki którym możemy oglądać to, co znajduje się pod ziemią. Na nas wnętrze zrobiło duże wrażenie, akurat tego wejścia bym sobie nie odpuszczała.
Drugim elementem Plaosnika są wykopaliska, na które składają się dobrze zachowane kolumny z rzeźbieniami, chrzcielnica, ruiny budowli wraz z łukami czy mozaiki na posadzkach. Co ciekawe, nad nimi powstaje cały kompleks budynków wyglądający jak hotel, pod którym dalej prowadzone są prace archeologiczne, właściwie po raz pierwszy zetknęliśmy się z takim rozwiązaniem. Wstęp jest płatny: 50 MKD za bilet ulgowy/studencki (ok. 3,70 zł) i 100-200 MKD za osobę dorosłą (7,50-15 zł). Na miejscu dostępny jest przewodnik, który co nieco jest w stanie opowiedzieć o tym miejscu. Nie widziałam jednak, by ktoś specjalnie za niego dopłacał – raczej podchodził do każdego, żeby zamienić z nim parę słów po macedońsku lub angielsku. Z nami rozmawiał dość długo o rolniczych zwyczajach kraju i swojej wizycie w Polsce. Wspominał, że pod względem temperatur jesteśmy dla niego drugą Rosją, co trochę nas rozbawiło. Polecał nam też macedońskie pomidory i tabakę (w Macedonii jest nawet muzeum jej poświęcone (Museum of Tobacco), ale że nas temat „nie jara”, to tę atrakcję odpuściliśmy).
GÓRNA BRAMA (GORNA PORTA, UPPER GATE)
Sama brama może i nie jest spektakularna, ale dochodząc do niej, docieramy do wejścia na starą część miasta, gdzie mamy dostęp do twierdzy Samuela czy antycznego teatru. Zbudowano ją ze starożytnych kamieni, w jednym miejscu znajdziemy także grecką inskrypcję.

TWIERDZA SAMUELA (SAMOIL’S FORTRESS)
Tego zabytku nie będziecie w stanie przegapić i to wcale nie za sprawą jego popularności. Znajduje się na wzgórzu, a w nocy jest najlepiej oświetlonym punktem miasta i widać go już z daleka. Niestety to co zobaczycie, nie ma wiele wspólnego z oryginałem, który odrestaurowano w 2003 roku. Czy więc opłaca się podejść pod same mury? Tak, natomiast nie zobaczymy tego, co kryje ich wnętrze, a przynajmniej nam się ani razu nie udało. W środku prowadzone są wykopaliska, a wiele ze znalezionych eksponatów zostało z tego miejsca przetransportowanych do Muzeum Archeologicznego w Skopje, które jest jedną z większych atrakcji w stolicy (ogromne, składa się z trzech wielkich pięter przepełnionych znaleziskami). Kilka z nich możemy znaleźć także w Robev Family House w Ochrydzie. Widzieliśmy jednak dziewczynę, której udało się obejść zamkniętą bramę za sprawą drona i zobaczyć wnętrze fortecy. Jest to jakiś patent – drogi, ale jest.
TEATR ANTYCZNY
Jego powstanie datuje się na II w. p.n.e.. Obecnie możemy podziwiać jedynie jego dolną część. Spośród wszystkich teatrów, które udało nam się zobaczyć w Macedonii, ten był najmniej okazały, dlatego warto odwiedzić go na początku przed Herakleą czy Stobi, żeby stopniować emocje i nacieszyć się widokiem. W miejscu tym odbywały się walki gladiatorów, aczkolwiek był on także sceną mordu chrześcijan w okresie Imperium Rzymskiego. Mówi się, że później zasypano go piaskiem, by nie pamiętać o tragicznych wydarzeniach i odkopano ponownie ponad 2 tys. lat później przez przypadek, przygotowując grunt pod nowe domy w mieście. Obecnie teatr stanowi miejsce spotkań towarzyskich – ludzie spotykają się tu, by napić się piwa, porozmawiać, a nawet jeździć na deskorolce. Raz do roku w tym miejscu odbywają się nawet przedstawienia w ramach Lata Ochrydzkiego, o którym wspominałam wcześniej. Z ciekawostek – ponoć w latach świetności teatru niektórzy wykupowali w nim swoje stałe miejsce i do dziś można odnaleźć na płytach ich wyryte imiona.
NATIONAL WORKSHOP FOR HANDMADE PAPER
Pod taką nazwą możemy odnaleźć to miejsce w Google Maps. W rzeczywistości jest to po prostu muzeum czy też wytwórnia papieru. Warsztat jest malutki, więc najlepiej iść do niego w momencie, kiedy nie ma tam akurat żadnej wycieczki. My z jedną się mijaliśmy i z tego, co zdążyliśmy zauważyć, ludzie byli mocno ściśnięci i widok na główną atrakcję też wydawał się w dużym stopniu ograniczony. Do środka wchodzimy za darmo, jeśli jednak chcemy, mamy możliwość zakupu różnych malowideł, ręcznie wiązanych książek czy arkuszy z kaligraficznym pismem za przysłowiowe euro czy kilka. Punktem programu jest jednak pokazanie procesu, jak papier pod te rzeczy rzeczywiście powstaje. Krótka prelekcja prowadzona jest w języku angielskim – mężczyzna pokazuje najpierw balię z białym, mętnym płynem i tłumaczy, z jakich składników taki roztwór powstaje. Następnie bierze specjalną ramę tudzież formę, zanurza ją, ona obcieka i schnie, aż tworzy się na niej taka cienka warstwa mokrego papieru. Następne etapy jedynie omawia na przykładzie maszyn, które stoją obok. Trwa to maksymalnie 10 minut, ale jeśli już jesteśmy w mieście, to niewątpliwie jest to wartościowy przystanek, który warto zaliczyć.
ROBEVI FAMILY HOUSE
Przechadzając się deptakiem, wiele razy miniecie to miejsce i nawet nie będziecie świadomi jego istnienia. Znajduje się na placyku z wysokimi białymi domami z czarnymi wykończeniami – tymi, które podstawę mają węższą niż każde kolejne piętro i mnie kojarzą się z powiewem wschodniej kultury (a tak naprawdę to tradycyjna osmańska architektura). W jednym z nich znajduje się muzeum mające miejsce w dawnym domu rodziny Robevi, ponoć bardzo zamożnej i rozpoznawalnej w Macedonii. Budynek ten został podpalony z zawiści za czasów życia rodziny, a później od podstaw odbudowany. Dziś znajdują się tam trzy piętra – na parterze mamy różne figury, płyty oraz epitafia, na pierwszym eksponaty wydobyte z wykopalisk archeologicznych na terenie całej Macedonii (choć przeważnie z południowych terenów – Heraklea, Bitola, Plaoshnik itd.), drugie piętro to pamiątki i pozostałości po rodzinie Robevi, a trzecie to ogólny kształt ich rezydencji wraz z umeblowaniem. Właśnie ta górna część jest w dużym stopniu odtworzona przez artystów z Ochrydy czy uczniów szkoły rzeźbiarstwa. Na mnie największe wrażenie zrobiło wzornictwo w drewnie – na szafach, rozetach, zegarach. Coś pięknego. Co ciekawe – na parterze lub pierwszym piętrze (nie pamiętam teraz dokładnie, w każdym razie na pewno nie pominiecie) jest wystawiony tors Izydy, który naniesiono na banknot o wartości 10 MKD. Na pierwszym piętrze mamy także pomieszczenie z ogromną, owalną płytą obrotową, gdzie umieszczone są prawie same złote przedmioty. Fajna sprawa zwłaszcza przy większej ilości osób – każdy stoi w miejscu, a ma okazję obejrzeć wszystkie eksponaty.
Myślę, że z naszej strony to najciekawsze punkty programu, jeśli chodzi o Ochrydę. Cerkwi w tym wpisie mogłabym omawiać dużo, jednak wybraliśmy tylko te najbardziej okazałe i najlepiej zachowane. Pozostałe są już znacznie mniejsze lub podniszczone, ale jeśli ktoś jest fanatykiem obiektów sakralnych, to na pewno nie zabraknie mu zajęcia na kolejny dzień. W razie jakichkolwiek pytań odezwijcie się w komentarzu. A może macie jakieś swoje sprawdzone miejsca w Ochrydzie? Dajcie znać!













































