Dzisiejszy wpis jest skierowany do osób, którym największą przyjemność sprawia zwiedzanie lokacji nieopisanych w przewodnikach czy niewidniejących na pierwszych pozycjach w najpopularniejszych atrakcjach Googla. Sporządziliśmy dla Was listę 5-ciu nietypowych miejsc w Macedonii, na które warto zwrócić uwagę. Nie wszystkie z nich odwiedziliśmy, a podane ku temu powody będą dla Was odpowiedzią na pytanie, czy sami chcecie próbować je zdobyć. Zapraszam na:
- Auto & Ethno Museum Filip
- Museum Toše Proeskiego
- Marble Lake
- Winnice – Royal Winery Queen Maria
- Museum of Tobacco
AUTO & ETHNO MUSEUM FILIP
Atrakcja znajduje się w południowo-zachodniej Macedonii na obrzeżach miasta Bitola. Z zewnątrz jest bardzo niepozorna, więc nawet znając jej dokładną lokalizację, musimy mieć oczy dookoła głowy, żeby dostrzec napis z nazwą muzeum na budynku. Przed nim nie natkniemy się na żadne kierunkowskazy, co z jednej strony może dziwić, a z drugiej nie do końca, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt prowadzenia biznesu przez jedną rodzinę.
Założyciel tego miejsca od zawsze był zbieraczem – pasję zapoczątkowały samochody oraz wszelkiej maści pojazdy (motory, rowery), później obiektem zainteresowań stała się historia terenów Macedonii zanim ta jeszcze powstała, a także los ludzi, którzy mieszkali właśnie w Bitoli. Mężczyzna rozmawiał z obecnymi mieszkańcami i pozyskiwał od nich pamiątki oraz przedmioty codziennego użytku po ich przodkach, aż doprowadził do takiego stanu rzeczy, że Macedończycy sami przynosili mu je do kolekcji. Ta rozrosła się do tego stopnia, że dziś na prywatnej działce stoi nie tylko dom rodzinny, ale również drugi budynek poświęcony kolekcjom, czyli właśnie muzeum.
Przyjeżdżając na miejsce, obsłuży Was albo ojciec rodziny, albo jego córka, która mówi po angielsku. Nie opowiada o każdym przedmiocie, wybiera kilka najciekawszych, o których napomknie i w milczeniu oprowadza zwiedzających po parterze i piętrze. Nie ma problemu z robieniem zdjęć czy nawet wejściem do samochodów, które stanowią eksponaty – dziewczyna sama do tego zachęca. Głównie czeka na pytania i odpowiada na wszystko, co tylko chcecie. Mam wrażenie, że pozwoliłaby na naprawdę dużo, byle gość czuł się usatysfakcjonowany, a nas wprawiało to aż w lekkie zakłopotanie.



Wstęp do atrakcji kosztuje ok. 7,5 zł (100 MKD za osobę). Cena jest niewysoka, a w jej ramach skosztowaliśmy nawet domowo pędzonej rakii. Dziewczyna nalała ją z małej, drewnianej beczułki z kranikiem i po pierwszym kieliszku wręcz namawiała, żebyśmy napili się jeszcze. Najbardziej rozbawiło nas, że odmówiliśmy, no bo przecież przyjechaliśmy samochodem, na co dziewczyna machnęła ręką i stwierdziła: „It’s not a problem!”. Wtedy styl jazdy Macedończyków wydał nam się bardziej uzasadniony niż zazwyczaj.

Po rodzinie widać, że ma żyłkę do interesów – potrafiła przekształcić pasję w biznes i nieustannie go rozbudowywać. Jedno skrzydło muzeum zajmuje jadalnia, nad którą znajduje się pokój (lub kilka) sypialnianych. Wisi tam gobelin Ostatniej Wieczerzy, jest też również rosyjska ruletka. Niestety części restauracyjno-hotelowej jeszcze nie uruchomiono ze względu na pandemię i restrykcje, więc jest to stosunkowo nowy projekt. Oprócz tego właściciele zajmują się wynajmem starych samochodów na ślubne sesje zdjęciowe i na tym również dodatkowo zarabiają. W jednym pokoju mają nawet cały stół z wywołanymi fotografiami. Dla nas wyglądały trochę kiczowato, natomiast niewątpliwie przynosiły zyski i cieszyły się zainteresowaniem, sądząc po ich ilości.
Jeśli chodzi o całokształt muzeum, to na zewnątrz i na parterze znajdują się głównie stare modele samochodów (nawet nasz polski maluch!) oraz motorów, powstaje też nowa wiata na rowery. Jedną ścianę zajmują radia, inną narzędzia różnego rodzaju, a pod sufitem wisi mnóstwo lamp naftowych. Oprócz tego w mniejszej ilości znajdują się żelazka, koła, koszyki, stare naczynia, świeczniki – zupełnie jakbyście przenieśli się w czasie do zamożnego, acz mocno zagraconego domostwa.





Na pierwszym piętrze urządzono kilka pokoi na różną modłę, np. turecką lub żydowską, a każdy z nich odzwierciedla życie jakiejś społeczności lub grupy etnicznej. Ustawiono tutaj także aparaty, maszyny do pisania, manekiny z założonymi strojami ludowymi, a także najciekawszy element wystawy – organy, liczące sobie ponad 800 lat. Ku naszemu zaskoczeniu córka właściciela zachęca, byśmy usiedli i zagrali (!), ale wiecie, trochę baliśmy się czegoś uszkodzić. Przyczynienie się do zepsucia takiego antyku musiałoby kosztować fortunę. Dziewczyna widziała nasze obawy, więc sama usiadła na krzesełku i tylko przeprosiła nas, że nie umie grać. Nacisnęła jednak kilka klawiszy po sobie i przez całe pomieszczenie przeszedł dźwięk, który aż sprawił, że przeszły nas ciarki. Niesamowite przeżycie, naprawdę – nawet dla tej jednej chwili warto odwiedzić to miejsce.





Macedonka chyba widziała nasz entuzjazm, bo pokazała nam część wystawy, która jeszcze nie jest dostępna dla zwiedzających – pewnie dlatego, że eksponaty nie są jeszcze wyczyszczone ani uporządkowane i znajdują się w czymś w rodzaju kantorka/kanciapy. Tam są już takie typowo ogrodowe rzeczy, ale możemy dostrzec wśród nich ogromny powóz, taczki, beczki, dzbany czy piecyki.
Całe miejsce charakteryzuje się niesamowitą atmosferą, spędziliśmy w nim świetny czas. Uważam, że to jedna z ciekawszych, mało znanych atrakcji wśród Polaków, choć gości tam stosunkowo dużo turystów z reszty Europy. Polecam ogromnie.
MUZEUM TOŜE PROESKIEGO
To jest dla mnie absolutny ewenement, który w ogóle miażdży moje postrzeganie świata. Jeden z niewielu razy, kiedy odczułam w Macedonii coś pokroju szoku kulturowego, takiej zupełnie innej mentalności. Atrakcja znajduje się nieco na zachód od centralnej części Macedonii w miejscowości Kruszewo, skąd wywodzi się Tose Proeski. Kim w ogóle jest ta postać? My też nie mieliśmy zielonego pojęcia, ale zaczęliśmy poważnie zadawać sobie to pytanie, gdy przechadzaliśmy się miastem i wszędzie widzieliśmy jego podobizny. Zdjęcia, plakaty i pomniki powiązane z muzyką dały nam dość jasny obraz tego, kim ów człowiek jest – piosenkarzem, który w Kruszewie spędził większość życia. Zginął tragicznie w wieku 26 lat podczas wypadku samochodowego, co doprowadziło do ogłoszenia żałoby narodowej w Macedonii. Postać jest niemalże gloryfikowana – możemy spotkać ją wszędzie, nawet na moście artystów w Skopje. Pomnik umiejscowiono po skrajnej stronie mostu i chyba zastąpił inny (zapewne kogoś, kto nie był Macedończykiem z krwi i kości…).
Z czego wynika popularność artysty? Działalność międzynarodowa, wystąpienie na Eurowizji w 2004 roku, tragiczna śmierć i jeden z nielicznych artystów, którego kariera zaczęła się już w obecnej Macedonii, a nie tylko na jej byłych terenach, to kilka najmocniejszych argumentów. Nagrał również piosenkę, która stała się hymnem UNICEF. Nie znać go w Macedonii, to po prostu grzech. Wrażenie to tylko i wyłącznie pogłębiło muzeum poświęcone życiu artysty… No bo wyobraźcie sobie, że wraz ze śmiercią Krzysztofa Krawczyka nie dość, że ogłaszamy żałobę narodową, to jeszcze tworzymy ogromne muzeum na temat jego życia, gdzie możemy obejrzeć nawet skarpetki, w których chodził… Mimo ogromnego grona sympatyków nikt jakoś nie wpadł na taki pomysł – witamy w Macedonii.
Muzeum jest bardzo nowoczesne, w większości przeszklone. Za wstęp płacimy 100 MKD (ok 7,5 zł), a w środku możemy szukać ze świecą informacji po angielsku – wszystkie tabliczki są w języku macedońskim. Na samym środku znajdują się dwie ogromne tafle rozciągające się aż po sam sufit z tekstami piosenek. Wzdłuż ścian ustawiono gabloty z ponad 350 eksponatami, czyli rzeczami, które należały do artysty. Parter jest poświęcony prywatnemu życiu Tose Proeskiego, pierwsze piętro jego karierze. Możemy oglądać ubrania, przedmioty codziennego użytku, maskotki od fanów, nagrody, statuetki itd. Jako obcokrajowcy nie dostajemy zbyt wielu informacji praktycznych, jednak jesteśmy w stanie mniej więcej zwizualizować sobie, czym piosenkarz zajmował się w wolnym czasie, jakie miał podejście do życia i inne zainteresowania poza muzyką. Co nas zwaliło z nóg, to gablotka, w której widniała biblia oraz obrazki świętych, a obok nich od razu podobizna artysty. Całość była tak skomponowana, że wyglądało, jakby był przynajmniej na równi z nimi i taka gloryfikacja przewijała się przez całe muzeum.
Zwiedzanie samo w sobie nie jest nie wiadomo jak godne polecenia, chyba że rzeczywiście wcześniej poczytamy trochę o historii piosenkarza albo lubimy jego muzykę. W przeciwnym razie to po prostu oglądanie w większości przeciętnych rzeczy, które mogłyby należeć do każdego człowieka i za wiele kulturowych czy społecznych aspektów nie wniesie to do Waszego życia. Weszłabym jednak głównie ze względu na tę podniosłość względem artysty, żeby uzmysłowić sobie, jak monstrualne rozmiary ona przybiera. Dla nas to był naprawdę szok.
MARBLE LAKE
Miejsce, którego niestety nie odwiedziliśmy, mimo że mieliśmy na to ogromną ochotę. W końcu wystarczy spojrzeć na zdjęcie poniżej, żeby się zachwycić. Jezioro znajduje się na obrzeżach miasta Prilep (wioska Belovodica ok. 20 km dalej) znajdującego się lekko na południowy zachód od centralnej części Macedonii. Charakteryzuje się niesamowicie turkusowym kolorem i otaczającymi je blokami marmurowymi, czyli pozostałościami po istniejącej tam niegdyś kopalni marmuru, którą zamknięto tuż po dokopaniu się do źródła wody. Zbiornik jest długości dwóch długich basenów – 100 m, a jego głębokość to 40 m, co musi robić imponujące wrażenie, kiedy jest się na miejscu.

Atrakcja wciąż widnieje na liście najbardziej polecanych w Macedonii, natomiast dzień przed planowanym wyjazdem tam przeczytaliśmy, dlaczego jednak warto wstrzymać się na razie z podróżą. Od roku 2018 da się przeczytać coraz nowsze opinie turystów na temat tego, że kopalnię uruchomiono ponownie, więc dojazd do niej jest bardzo karkołomny i lepiej nie wybierać się tam bez auta z napędem 4×4. Mnóstwo dziur, nawigacja się urywa, ale nie to jest największym problemem. Oficjalnie miejsce zostało zabronione do odwiedzin. Można oczywiście olać zakaz i pojechać mimo tego, jednak na miejscu rozpanoszyło się ponoć bardzo dużo dzikich psów, które atakują nie tylko inne czworonogi, ale też nie są przyjaźnie nastawione do ludzi (do tego stopnia, że trzeba czekać w aucie, by móc ruszyć, aż znudzą się cudzą obecnością).
Na razie nie wiadomo, czy i kiedy sytuacja zostanie opanowana, a miejsce ponownie otwarte dla zwiedzających. Po pięknych zdjęciach zostało zapewne tylko wspomnienie ze względu na mnóstwo pyłu i błota nanoszonego przez przyjeżdżające tam maszyny. Wyobraźcie sobie jednak, że kiedyś w tym jeziorze można było pływać, co zwłaszcza w lecie uskuteczniali lokalsi. Były jednak pewne wątpliwości związane z bezpieczeństwem i czystością wody, natomiast nie wydano żadnego oficjalnego orzeczenia i Macedończycy stwierdzili, że w takim razie wszystko jest OK.
WINNICA – ROYAL WINERY QUEEN MARIA
Polecam odwiedzenie przynajmniej jednej winnicy w trakcie pobytu w Macedonii, niekoniecznie tej opisywanej przeze mnie. Najbardziej popularną jest Kamnik na obrzeżach Skopje, gdzie budynek wzniesiony na polu winorośli wygląda zupełnie jak przeszklony pałac. Niestety degustacja tam jest dość droga i trzeba poprzedzić ją rezerwacją przez stronę internetową. Royal Winery Queen Maria była jedną z niewielu, gdzie cały teren był dostępny dla odwiedzających za darmo, a do tego naprawdę ładnie zagospodarowany. Mamy oczywiście winnicę, winiarnię, podlegający pod teren hotel, ale też pięknie zagospodarowaną przestrzeń wraz z… pawiami oraz perliczkami! Jest ich mnóstwo, z kilkadziesiąt sztuk – chodzą wypuszczone luzem, chętnie pozują do zdjęć i nie płoszą się na widok ludzi.







Obsługa jest naprawdę przemiła. Gdy przyjechaliśmy, akurat padało, a i tak ktoś nas zaczepił i spytał, czego potrzebujemy – nawet odprowadził nas pod same drzwi. Podczas wybierania wina dokładnie to samo podejście; nikt nie spoglądał na nas z góry albo jak na potencjalnych biedaków, którzy nie za wiele kupią, co np. zdarza nam się w Polsce. Nie wiem, czy też się z tym spotykacie, ale bardzo często w sklepach z droższymi alkoholami obsługa chyba ze względu na moją dziecięcą buzię i preferencje cenowe poniżej miliona złotych jest raczej mocno sceptyczna i niechętnie pomaga. W Macedonii mężczyzna poopowiadał nam o winach, doradził i ostatecznie kupiliśmy cztery butelki za łącznie 90 zł! Ceny są naprawdę opłacalne zwłaszcza ze względu na stosunkowo wysoką jakość – w dodatku możemy nabyć takie wina, jakich nie znajdziemy w przeciętnych marketach. Polecam mocno!
MUSEUM OF TOBACCO
Nie wiem czy wiecie, ale Macedonia poza uprawą warzyw specjalizuje się również od 500-set lat w produkcji tytoniu. Ponoć jest bardzo dobry jakościowo i smaczny, aczkolwiek żadne z naszej pary nie pali, więc czy to prawda, tego nie potwierdzimy. To też powód, dla którego atrakcję pominęliśmy, ale jeśli kogoś temat „jara”, to na pewno będzie zachwycony. Muzeum o tej tematyce jest jednym z większych w Europie i gromadzi ponad 2,5 tys. obiektów, z czego część należała do znanych postaci historycznych z różnych państw. Sama wystawa może nie jest specjalnie zajmująca, jednak uroku dodaje im personel, który bardzo ciekawie opowiada – pewnie zależy, na kogo się trafi. Bardzo istotne z punktu zwiedzania jest to, że obiekt nie ma konkretnych godzin otwarcia – musicie umówić się sami przez telefon: +389 48 434 011 lub znaleźć kontakt online na macedońskich stronach. W przeciwnym razie należy liczyć na to, że ktoś akurat będzie w środku podczas naszych odwiedzin i będzie na tyle łaskawy, że nas wpuści. Jeśli chodzi o cenę, to tutaj zetknęłam się z rozbieżnością informacji, w każdym razie waha się ona od 0-120 MKD (niecałe 9 zł max).
To nasze TOP 5 ciekawych miejsc, które chcieliśmy Wam podsunąć, jeśli zamierzacie wybrać się kiedyś do Macedonii. Mamy nadzieję, że wybierzecie chociaż jedno z nich i dacie nam znać, jakie są Wasze wrażenia. A może już byliście w którymś z nich i Wasze odczucia okazały się zupełnie odmienne od naszych? Koniecznie dajcie znać, a tymczasem trzymajcie się ciepło!