Chyba na sam początek wypadałoby przedstawić osobę, która stoi za całą tą inicjatywą. Wołają na mnie Rasia, a pisaniem zajmuję się już grubo ponad osiem lat. Odnalazłam się w niwie opowiadań, ale wiadomo: człowiek się zmienia, życie się zmienia i mimo sukcesów literackich oraz grona wiernych kibiców, pewnego dnia usiadłam nad swoimi dłuższymi projektami, przeczytałam je… a potem doszłam do wniosku, że muszę zrobić przerwę, bo nie jestem w stanie na nie patrzeć.

Od tamtej pory trwam w decyzji, że póki co nadszedł dla mnie czas na zbieranie doświadczenia, cokolwiek to znaczy. Ułożyłam nawet listę celów, przysłowiowe „The Bucket List” (nadrób film, jeśli jeszcze go nie widziałeś), mimo że zawsze wydawało mi się to dość… bez sensu. Pozwoliło mi to jednak zebrać pomysły, a przede wszystkim dało dużo przyjemności, przywołało trochę wspomnień… Chyba właśnie dlatego nieco zmieniłam swoje nastawienie. No bo wyobraźcie sobie, że na starość chwytacie ten zapisany notesik w ręce, patrzycie na odhaczone punkty i myślicie sobie: „Rany, w sumie nieważne, ile razy życie pokopało mnie w tyłek, ale dla TYCH rzeczy było warto”.

Patrzę na te kilka miesięcy wstecz i myślę, jaki to był intensywny czas. Na tyle intensywny, że czasami jeszcze teraz zdarza mi się marzyć o dniu wolnym od obowiązków i planowania, kiedy mogłabym samotnie we własnym domu usiąść opatulona w koc, z „Wiedźminem”, którego wiecznie nie mam czasu czytać, oraz gorącą czekoladą. Zaczynało się niewinnie – od drobnych eventów, gdzie witałam coraz częściej. Potem nastał wir pracy, wchłonęłam mnóstwo historii, wyzionęłam mnóstwo siły i miałam styczność z wieloma osobami, które na zawsze zapisały mi się w pamięci. A potem w ramach nagrody nastąpiła najlepsza część, czyli samodzielne podróże.

Brzmi to tak, jakbym nigdy wcześniej nie miała okazji wyjechać poza granice naszego kraju, choć to przecież nieprawda – swoją pierwszą wyprawę odbyłam już w wieku dwóch lat, kiedy to żmudne kontrole graniczne przerywał dźwięk mojego grającego nocnika. Odkąd tylko pamiętam, moi rodzice zaczynali planowanie przyszłych wakacji, kiedy ledwie co skończył im się bieżący urlop. Wtedy wydawało mi się to zabawne, a teraz? Chyba jestem jeszcze gorsza od nich. Oczywiście; obecnie nasz sposób eksplorowania świata jest zupełnie odmienny, dlatego robimy to osobno, ale wciąż punktem zbornym pozostaje moment, gdy widzimy się po dłuższym czasie, siadamy na kanapie, rozlewamy wino do kieliszków i oglądamy zdjęcia, słuchając naszych historii. Jeśli więc spodoba Ci się to, co spotkasz na tej stronie, to wiedz, że w dużej mierze zawdzięczasz to właśnie tym dwóm osobom.

To właśnie rodzice zaszczepili we mnie bakcyla podróży i wciąż uważam, że to najpiękniejsze, co można zrobić dla swoich dzieci. Nie dlatego, żeby mieć sposobność do tego, by chwalić się znajomym. Takie wyprawy nauczyły mnie wielu rzeczy: cierpliwości, wytrzymałości, tolerancji wobec tego co obce, otwartości na ludzi. W bardzo dużym stopniu to właśnie na tych fundamentach ukształtował się mój charakter i dzięki takiemu sposobowi na życie poznałam osoby o podobnych priorytetach, z którymi ruszyłam w dalszą drogę. W ten właśnie sposób trafiliśmy na Islandię: i to właśnie od niej rozpocznie się nasza, moja i Wasza, przygoda tutaj. Mam jednak nadzieję, że zostaniecie na kolejną i kolejną, a kto wie, może któregoś dnia spotkamy się gdzieś na szlaku?